kafela blog

Archiwum

2012
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2009
październik
maj
kwiecień
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty

Linki

-------
barbarella
just great food
make cooking easier
go away!
adamant wonderer
-
--
---
----
warsaw city reality
Beksiński

Księga Gości

dodaj zobacz
Victoria robi sobie maseczki z łożyska owcy!

Jutro wracam. Trochę mi smutno z tego powodu, bo zostawiam M. na pastwę losu, a trochę się cieszę, bo im szybciej wrócę, tym szyciej załatwię resztę formalności i remont wreszcie będzie można uznać za zakończony. A potem wróci M. i już mi nigdzie nie będzie jeździł na prawie trzy miechy. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Chciałabym mieć już za sobą przeprowadzkę.
Chciałabym mieszkać już w nowym domu. 

I w sumie tak jedną nogą jestem jeszcze w Hiszpani, a drugą już się przeprowadzam. Bez sęsu to wszystko.


2012-05-21 15:29:49 skomentuj (1)
uno dos tres

Źle obliczyłam ilość książek, które powinnam była wziąć. W zasadzie, to dobrze, ale nie chcąc wyjść na wprowadzającego się na miesiąc włóczęgę, w ostatniej chwili wypakowałam jedną książkę. Jakby to cokolwiek zmieniło w ilości mojego bagażu...
W każdym raze teraz tej decyzji bardzo żałuję, bo zabraknie mi dokładnie tej jednej książki. Muszę oszczędnie czytać, czego nie znoszę, bo duża ilość czytadeł w podróży daje mi poczucie bezpieczeństwa.
Wiem, że czytnik mógłby zmienić moją sytuację. Mogłabym tam załadować setki plików i czytać do woli, ale chyba nigdy się nie przekonam do tych elektronicznych zabawek. Świecący ekran mam w komputerze, książka musi być z papieru. Muszę ją czuć w dotyku, zapachu... Nie ma nic przyjemniejszego niż nowiutka książka - dlatego do końca życia jestem skazana na wożenie dodatkowej torby.

A mecz Realu? Tego się nie da opisać. Feta była prawdziwa. Ale i tak najbardziej wzruszył mnie Marcelo, który na końcu biegał ze swoim paroletnim synkiem i rzucali w siebie konfetti, jakby to był śnieg :o)


2012-05-16 19:59:29 skomentuj (2)
mucho mucho mucho mucho done

Wczoraj było tutaj 40 stopni. I to umówmy się, o 18, więc wolę nie myśleć ile było w południe. Oficjalnie nie pamiętam, czy kiedykolwiek przebywałam w tak wysokiej temperaturze, bo wakacji raczej w tropikach nie spędzałam. A czy działa nam klimatyzacja w pokoju? Ależ... Przecież nie ma takiej potrzeby. Laski tutaj na relaksie latają w rajstopach i kozakach, więc widocznie nie jest jeszcze tak ciepło.

Mieliśmy wczoraj uroczy wieczór we dwoje. M. zabrał mnie najpierw na długi spacer, potem do kina, a na koniec do romantycznej knajpki na kolację. Było bardzo miło. Jedynym minusem był mój zdarty do krwi mały palec, który uległ uzkodzeniu podczas spacerowego powrotu do domu. Musieliśmy zmienić plan i w połowie drogi wsiąść jednak do metra. A szkoda, bo akurat zrobiło się miłe 25 stopni, wiała letka bryza, a spacer byłby idealnym dopełnieniem wieczoru.

A wieczorem? Real!


2012-05-13 12:55:23 skomentuj (1)
madritista

Chciałam wprowadzić w domu odrobinę kultury i na kolację podałam melona z jamon. Za wędlinę zapłaciłam prawie 11 euro, bo zależało mi na tym, żeby była dobra. Podałam M. na talerzu, a on co robi? Spróbował kawałek, skrzywił się i stwerdził, że jamon pycha, melon ok, ale on by go sobie dosłodził. Po czym wyżarł trochę szynki z sałatki, a parę plastrów położył sobie na kanapkę (w której wcześniej miał już choriso), polał to wszystko musztardą (oryginalnego hiszpańskiego jamona!!!!) i zjadł. Myślałam, że dostanę zawału!
Ale to jeszcze nie koniec.
Resztę szynki, która została zwinął w zgrabny rulonik, wsadził sobie całość do ust, po czym z uroczym uśmiechem stwierdził, że czego się spodziewałam, w końcu "cham i jamon".


2012-05-10 11:41:45 skomentuj (1)
hasta la vista, baby

Bardzo przypadł mi do gustu hiszpański emeryt. Nie jest to byle jaki emeryt, o nie. W przeciwieństwie do polskiego, który większość wolnego czasu spędza w kościele lub przychodni lekarskiej, Hiszpanie siedzą w knajpach. I to nie jest takie tam sobie siedzenie do dobranocki, a potem grzecznie do domciu na paciorek, nie nie nie! Oni siedzą do późnej nocy! Dziadek ledwo o kulach przykuśtykał, potrzebuje pomocy, żeby wstać z krzesła, ale w tapasie będzie siedział, sączył wino i raczył się przekąskami. Oni to jednak potrafią żyć!

Wreszcie opracowałam sobie plan zwiedzania, bo do tej pory to się beztrosko pałętałam po madryckich uliczkach bez określonego celu. Prawda jest taka, że więcej się nałaziłam niż obejrzałam i zrobiłam zdjęć, więc jeśli chcę coś zobaczyć przed wyjazdem, to muszę się lepiej zorganizować. I mam. Jutro corrida. Oczywiście nie samo przedstawienie, bo na to to mnie nigdy nikt nie namówi (biedne byczki), ale sama arena na pewno jest interesująca, więc czemu nie.
Na piątek plan mam o wiele bardziej napięty, ale na wszystko przyjdzie czas.

Food Markety zaliczone (a jest co oglądać!), więc przyszedł czas na prawdziwe życie.

Tylko czasami trochę żałuję, że nie ma kto łazić ze mną, bo nuda mnie dopada, jak nie ma do kogo gęby otworzyć, ale generalnie jest ok. W kryzysowej sytuacji będę zagadywać ludność hiszpańską, zupełnie jak oni mnie, w ogóle się nie przejmując, że im pokazuje, że nie komprende. No, ale cóż... Taka mentalność pijaków gawędziarzy :o)

P.S. Zamierzam użyć tytułowego stwierdzenia, jak tylko zbiorę się na odwagę :o) Oczywiście bez BABY na końcu :o)


2012-05-09 17:37:32 skomentuj (0)
"Uwielbiam być poniżana w łóżku"

Madryt przywitał mnie słońcem i deszczem. Nie mam nic przeciwko temu, o lie nie będzie tak przez cały czas mojego pobytu.

Jako pierwszy posiłek zjadłam… Tapas? Nie. Owoce morza? Niee. Zjadłam steka! Najlepszego steka jakiego kiedykolwiek jadłam. Był przepyszny, średnio wypieczony i rozpływał się w ustach! Potem obejrzałam mecz realu z M. i jego kumplem w irlandzkiej knajpie ;o), a następnie poszliśmy na drinki do mojego ulubionego od wczoraj miejsca w Madrycie, gdzie dołączyło do nas bardzo sympatyczne towarzystwo i spędziliśmy resztę wieczoru na beztroskich hulankach.


Spotkała mnie też wczoraj dziwna rzecz. Kiedy siedzieliśmy w ostatnim barze i składaliśmy pierwsze zamówienie na przeciwko nas siedziało dwóch facetów, z czego jeden miał beagla, zapatrzonego w niego jak w obrazek (na pewno nie miało to nic wspólnego z faktem, że na talerzu przed nim leżały plastry chrupiącego bekonu). Potem poszłam do łazienki i kiedy wracałam przy stoliku dzielnie towarzysząc tym samym facetom siedział czarny labrador... Ani śladu beagla... Nie wiem co się z nim stało, ale pojawił się dopiero pod koniec, znikąd i zabrał właściciela do domu. Labrador został. Dziwne rzeczy się tutaj dzieją, muszę Wam powiedzieć. Zobaczymy co będzie dalej...


2012-05-06 16:26:55 skomentuj (1)
nie mam już cycków i pupy

Ten wolny dzień dopadł mnie trochę z zaskoczenia z pustą lodówką i brakiem karmy dla kota (gdyby M. był w domu taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia!).
Wczoraj było kino i dwa drinki z martini. Tylko. Bo się wcześniej za bardzo obżarłam i nie byłam w stanie pić więcej, kto to widział takie rzeczy...

Jutro znowu mam urwanie głowy od rana do wieczora i chciałabym, żeby to się już skończyło. Ale spoko. Jeszcze tylko wytrzymam jutro i słodkie lenistwo czas zacząć. W słonecznej Hiszpanii... Słyszycie mnie? SŁONECZNEJ powiedziałam!!

Zostawić kota na noc, a juz przytula się jak słodki kociaczek. Jest kochająca i wspierająca. Zupełnie jak nie ona ostatnio.


2012-05-03 14:50:17 skomentuj (1)
Maciek chce się teraz wyszumieć

No i M. jest po swoim pierwszym meczu Realu :o) Ja oglądałam w telewizji, on na Santiago Bernabeu. Czy zamieniłabym się? Ależ...

Przyszły tydzień zapowiada się nawet miło, bo tylko trzy dni pracy i dwie wyprawy do sklepów remontowo-budowlanych. Powinnam załatwić wszystko, co muszę załatwić przed wyjazdem (najgorzej będzie chyba z kolorem farb), a potem lecę do Madrytu. Im bliżej, tym bardziej nie mogę się doczekać.

Wieczorem muszę pojechać na chwilę do pracy...

... I tylko trochę boli mnie dzisiaj głowa :o)


2012-04-29 14:23:36 skomentuj (1)
nadszedł czas na dobrego loda!

Jezusiechrystusie, jak mnie dzisiaj zgrzało. Spędziłam 4h na otwartej przestrzeni, w tym prażącym słońcu i przysięgam, że kiedy wróciłam do domu, to myślałam, że umrę i przez 30 minut musiałam dochodzić do siebie!

Za to wybrałam płytki! W poniedziałek jadę je zakupić. Także jeszcze tylko akcesoria do łazienki i mogę jechać do Hiszpanii :o)))

W tym tygodniu spotkało mnie coś dziwnego. Na stacji metra, w przejściu siedziała dziewczyna. Grała na gitarze i śpiewała (całkiem nawet nieźle), a przed nią, na kocyku spał pies i siedział kot. Ten kot SIEDZIAŁ i się NIE RUSZAŁ, przykryty był kocykiem do połowy i z pełnym relaksem na twarzy obserwował idącą na niego falę ludzi. Nie, nie był wypchany!
Ja wiem, że dla każdego może się to okazać niczym interesującym, ale z tym antychrystem, z którym mieszkam, to nie do pomyślenia. Przecież Zołza na miejscu tego kota byłaby już w połowie drogi do Galerii Mokotów z wyrazem paniki na twarzy. Zaczyna do mnie docierać, że popełniłam błędy wychowawcze, tylko zastanawiam się gdzie...?



2012-04-28 19:39:01 skomentuj (1)
jego kobiety można w setkach liczyć

Boli mnie ząb! I to tak już bardzo mnie boli. Niby zatruty i w ogóle, ale chyba coś się po drodze rozszelniło i drażni mi mój odkryty nerw. Na szczęście idę we wtorek ukilić go do końca, więc już nic nie będę czuła. Tymczasem łyknęłam sobie kodeinki i powoli ból przechodzi.

M. w Madrycie żyje pełną gębą, przesiaduje w barach i je tapasy, a ja siedzę w domu i za nim tęsknię. Kto to widział takie rzeczy!

Wczoraj w ramach tęsknoty i pierwszego dnia słomianego wdowieństwa schlałam się z A. winem i piwem. Mam lekkie luki w pamięci (ale takie naprawdę minutowe), ale jedno pamiętam na pewno, bardzo dobrze się bawiłam. 
A dzisiaj nie mam wcale kaca, więc może nie jestem jeszcze taka stara, jak mi się wydawało.


2012-04-15 20:15:05 skomentuj (1)
żałuje, że zaatakował ją publicznie

No więc (nie zaczyna się zdania od "no więc") oficjalnie jestem już stara. Mam to na papierze i jakby ktokolwiek miał wątpliwości mogę przedstawić odpowiedni dokument.

Dzisiaj czeka mnie szalony wieczór, bo musze doprowadzić ten chlew, w którym mieszkamy od kilku dni do stanu czegoś, co wygląda jak zadbane i czyste mieszkanie... nie chce mi się.

Kupiłam sobie czerwoną szminkę o nazwie ALARM i miałam ją wczoraj po raz pierwszy na sobie. Rewelacja :o)

Z jednej strony chciałabym, żeby już był weekend, bo nie chce mi się już pracować, a z drugiej M. mi wyjeżdża na dwa miechy do Madrytu, a ja jadę do niego dopiero za miesiąc i jakoś mi to nie na rękę...

I tyle u mnie. A co u Was, moi obaj czytelnicy :D


2012-04-12 18:20:02 skomentuj (1)
sobota

Tak sobie siedzę i maluję paznokcie. Na... hmm... jaki to kolor...

Święta pełną parą, a M. za tydzień jedzie do Madrytu. Trochę mu zazdroszczę, a trochę mi smutno. Nie chce tutaj zostawać sama.

A teraz muszę czekać aż wyschnie lakier.


2012-04-07 23:16:59 skomentuj (0)
Królową Matkę urodziła... Kucharka!?

Wczoraj poszliśmy z M. na zakupy. Genialny pomysł robić to w niedzielę palmową. Polecam każdemu (chociaż pewnie nie muszę, bo byli tam WSZYSCY).
W Douglasie kasjerka spojrzała na mnie i wrzuciła M. do torebki dodatkową próbkę "dla żony". W domu otworzyłam i oto, co ukazało się moim oczom: 

"Masz 40 lat, a Twoja skóra jest nadal gładka, jędrna i pełna blasku!
Odkryj ujędrniającą, zapobiegającą powstawaniu zmarszczek pielęgnację skóry."

Może powinnam przemyśleć swoje podejście do kremów przeciwzmarszczowych. Co prawda 30 lat kończę dopiero w przyszłym tygodniu i nie planowałam jeszcze przez chwilę ich używać, ale skoro tak NIENACHALNIE zwraca mi się uwagę na to, że POWINNAM, to może jednak sobie jakiś kupię...

A wydawało mi się, że wyglądam młodo...


2012-04-02 09:21:54 skomentuj (1)
Facet z gumowym siurkiem

Ojezusiechrystusie, jak mnie się dzisiaj chce spać. Spałam tylko cztery godziny, ponieważ oddawałam się wczoraj rozrywkom kulturalnym bardziej i mniej :o) Najpierw te bardziej, a potem mniej. Na obu bawiłam się dobrze.

Dzisiaj mąż zabrał mnie na uroczą kolację we dwoje, przy okazji załatwiliśmy ostatnie formalności w banku i weekendowe lenistwo czas zacząć. No, poza tym, że będę musiała posprzątać chałupę, UMYĆ OKNA (!!) i pojechać z M. na zakupy garniturowe, to będzie to lenistwo pełną gębą.

A w czwartek przyjeżdżają rodzice.


2012-03-30 20:44:57 skomentuj (0)
zarobiła na śmierci Ryśka

Powiem tak...

Jest tak, że lepiej nic nie mówić. Mój organizm przeżywa przesilenie wiosenne lub szykuje się na zliżający kryzys wieku średniego. Objawia się to tak, że nic mi się nie chce. Wiem, że nie jest to stan, który mnie nigdy nie dopada, no umówmy się, że raczej wręcz przeciwnie, ale to, co się teraz wyrabia...? To jakaś masakra.

Próbuję się ratować zapewniając sobie dodatkowe stresiki, ale nie przynosi to oczekiwanych efektów. Sama nie wiem...


2012-03-21 23:46:17 skomentuj (1)
twoje foto