kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2003

Obłuda…

12 komentarzy

Przeraża mnie to co dzieje się dokoła. Jakim prawem mężczyźni zasłaniający się krzyżem i wspomagani z ambon przez innych, podobno żyjący w celibacie zarządzają moją seksualnością? Dlaczego człowiek, który uważa gejów za ludzi chorych, głosi rasistowskie poglądy i nakłaniałby 12-letnią zgwałconą dziewczynkę do donoszenia ciąży, zajmuje się polską rodziną i jeszcze dostaje za to pieniądze?
Jak to możliwe, że w XXI wieku założenie prezerwatywy uważane jest za zło równe aborcji? Podobnie zresztą z edukacją seksualną. Wystarczy otworzyć którąkolwiek z gazet dla nastolatek i przeczytać kilka listów z prośbą o zapewnienie, że za pierwszym razem nie zachodzi się w ciążę. To upewnia mnie, że trzeba przyłożyć większą wagę do tego tematu.
W moim liceum na lekcji przygotowania do życia w rodzinie, sorka włączyła nam kasetę nt naturalnych metod regulacji poczęć, gdzie starsza pani w nobliwej sukience tłumaczyła na zawiłych schematach, jak obserwować śluz i mierzyć temperaturę. Nikt jej nie słuchał!
Kiedyś przeczytałam, że w „The Times” zamieszczono pełen niepokoju artykuł o tym, że w Polsce prawica, wspierana przez Kościół rośnie w siłę, zainspirowany akcją cenzurowania plakatów reklamowych. Wstydziłam się, że tu mieszkam.
Nie podoba mi się też, że znane kobiety uważają feminizm za rzecz niepotrzebną i wstydliwą (chociaż to się zmienia), podczas gdy rząd cofa dotacje na pomoc maltretowanym kobietom z powodu dziury bidżetowej, utrudnia kupno pigułek antykoncepcyjnych, a młode kandydatki do pracy są zmuszane do okazania testu ciążowego.
Dlaczego facet, który w życiu przeczytał parę komiksów i erotycznych pisemek uważa, że jest ode mnie mądrzejszy? Tylko dlatego, że w biblijnym micie stworzona z żebra Adama Ewa zjadła kawałek jabłka, a katolicyzm zbudował na tym szowinistyczny stereotyp?

pogmatwane

36 komentarzy

Chciałabym wyrazić uczucia słowami, ale nie potrafię. Podobno najgłębsze emocje można opisać najprostszymi wyrazami, ale nie posiadłam tej umiejętności. NIe potrafię ubrać ich w słowa. Może dlatego tak trudno mnie zrozumieć…? Echhhhhhh
Już widzę złośliwe komentarze Jenny :PPP

Mam problemy nie tylko z wyrażaniem uczuć, ale również z wysłąwianiem. Doskonałym tego przykładem jest choćby ta notatka. Czy ktoś w ogóle rozumie o co mi chodzi?? :D:D:D:D Bo szczerze…sama się pogubiłam :D:D:D:D

P.S. Nic nie piłam…zapewniam ;o)

Na dróg rozstaju pustym i odludnym
Na czarnym krzyżu wisi uwieńczony
Cierniami Chrystus nagi i samotny
I w oddal patrzy gasnącą źrenicą
Tak beznadziejnie smutno i rozpacznie,
Jakby nad krzyżem już nie było nieba,
A pod tym niebiem wielkiej, pięknej ziemii

(Leopold Staff)

Życzę Wam wszystkim (stałym bywalcom i tym, którzy zabłądzili i trafili na mojego bloga)
Radosnych i Spokojnych Świąt Wielkanocnych.
Opchania się świątecznymi smakołykami, rodzinnej atmosfery i ani jednej suchej nitki na sobie w Poniedziałek Wielkanocny

Karolina :o)

bezradność…

15 komentarzy

To jedno z uczuć którego nie znoszę.
Nienawidzę bezczynnie patrzeć, kiedy osoba, którą kocham najbardziej na świecie pogrąża się w chorobie. Nie mogę jej pomóc tak, jakbym chciała. Nie mogę jej wyleczyć, a jest coraz gorzej :o( Pozostaje mi tylko bezradnie patrzeć, pełnej niemocy, na to, co się dzieje. Na to, jak choroba powoli lecz systematycznie zjada jej ciało.
Jestem w stanie jedynie podnosić ją na duchu, żeby się nie załamała, pomagać w sprawach domowych…Czemu jednak czuję się tak podle? Zwieszam bezradnie ręce i załamuję się. Za każdym razem, kiedy widzę jej drżące, niepewne kroki umiera cząstka mnie. Dlaczego najwspanialsza osoba na tym świecie musi borykać się z tym?
Zauważyliście, że zbyt często zadajemy sobie to pytanie: Dlaczego to spotkało aqrat mnie/ciebie/kogoś?
A dlaczego miałoby spotkać kogo innego…?
W tym wypadku wolałabym sama wziąć na siebie ciężar choroby.
Najgorsze jest to, że ona zdaje sobie sprawę z tego, że jest z nią coraz gorzej. Nie chce być dla nas ciężarem. Boję się, że będzie chciała zrobić sobie krzywdę, gdy nadejdzie to najgorsze…a nadchodzi nieustannie, nieodwracalnie :o( Zbyt dużymi krokami…a ja nic nie mogę na to poradzić…
Jednak będę ją nadal wspierać, nie pozwolę się załamać i ugiąć pod tym ciężarem. Mimo iż jest taka krucha…

…Kocham Cię Mamo…

granica

9 komentarzy

Podobno wiek 21 lat, to „granica” dorosłości. Młody człowiek przechodzi z pełnoletności w dorosłość.
Osobiście tego nie czuję. To stopniowy proces. Przecież nie można w ciągu jednego dnia stać się odpowiedzialnym człowiekiem, który wie, czego chce od życia. Innymi słowy: całkowite moje przeciwieństwo :o) Jednak do niektórych płaszczyzn życia podchodzę już inaczej, niż choćby dwa miesiące temu. Z każdym dniem uczę śię żyć. Ponoszę odpowiedzialność za swoje decyzje i stopniowo przygotowuję się do ogromnego kroku, wyjścia spod opiekuńczych skrzydeł rodziców.
Pomimo tego, iż odeszłam z domu w wieku 15 lat i od tamtego czasu próbowałam życia w samodzielności, to jednak rodzice zawsze byli i pomagali. Ich opiekuńcze dłonie chroniły mnie przed największymi świństwami tego świata. Teraz znowu w domu, gdzie mogą mieć na mnie „oko”, nie potrafię się przystosować. Chciałabym zrobić krok w samodzielność. Tym razem udany i ostateczny. To jest dorosłość. Wtedy będę wiedziała, że rzeczywiście rozpoczął się w moim życiu ten najtrudniejszy i najważniejszy etap :o)

Bezpieczny azyl

7 komentarzy

Mój pokój jest moim azylem. Tutaj mam spokój, nikt mnie nie nęka. Podejrzewam, że wszyscy tak macie, nie jestem w tym uczuciu odosobniona ;o)
Często zdarza się tak, że te cztery kąty są schronieniem przed burzą, która czeka poza nimi.
Z takim wczuciem wstałam dzisiejszego ranka. Długo zwlekałam z opuszczeniem swojego schronu, ale kiedyś musiałam stawić czoła. W końcu jestem „dorosła” i muszę nauczyć się radzić sobie ze swoimi kłopotami. Bycia odpowiedzialną. Nie można przez całe życie uciekać…heh…
Jestem straszliwym tchórzem, jeśli o to chodzi. Próbuję uciekać przed problemami, jednocześnie zdając sobie sprawę, że to niemożliwe. One mnie dogonią. Więc po co bez sensu się stresować?
Przyznaję, po fakcie, że to nie wcale nie jest takie straszne, jak mi się wydawało. A o ile jestem teraz spokojniejsza :o) Moja mama pewnie też, bo zawsze, kiedy człowiek wydusi z siebie to, co go gnębi, lepiej się czuje.
Koniec końców doszłyśmy do zadawalającego obie strony konsensusu. Zastanawia mnie tylko, kiedy wybuchnie kolejna burza… :o)

zawody

12 komentarzy

Czasami zdarza się coś, co nieodwołalnie zmienia naszą opinię o danej osobie. Coś, co kompletnie burzy jej idealny wizerunek, jaki sobie stworzyliśmy i każe nam postrzegać ją, jako omylną ludzką istotę, któą jest w rzeczywistości.
Jesteśmy tylko ludźmi.


  • RSS