kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2003

Jak niewiele o sobie wiemy… Często wcale nie rozumiemy swoich prawdziwych uczuć i skrywamy je z lęku przed ośmieszeniem albo odrzyceniem. Możemy uważać się za szczęściarzy, jeśli w końcu odkryjemy, co naprawdę czujemy.

P.S. Jak widać szablonik został stary. Przyzwyczaiłam się do niego i jakoś tak…

Zadziwiające, że największe dylematy mają przeważnie najprostsze rozwiązania.
Czy to ludzie lubią sobie tak komplikować życie, czy tylko ja? ;o)
Jeszcze miesiąc temu patrzyłam w przyszłość zupełnie inaczej. Inaczej ją postrzegałam. A teraz…? Mam sprecyzowany cel i uparcie będę dążyła do jego realizacji. Czy mi sie uda…zobaczymy…Wierzę, że tak :o) Optymistycznie patrze przed siebie i ufam…
Świat znowu nabrał kolorów :o)

życie…

7 komentarzy

Czasami chciałabym, żeby ktoś podejmował za mnie decyzje. Zwalić całą odpowiedzialność za skutki na kogoś innego. Niestety to nie jest możliwe.
Moje niezdecydowanie mnie dobija…Dlaczego po prostu nie moge zrobić tego, na co mam ochotę? Tylko męcząc się z jakimiś rozterkami nie potrafie wyłożyć kawy na ławę. Postawić sytuacji jasno. Chociaż raz w życiu być stanowczą do bólu. Nie cofnąć się przed niczym. Zbiorę w sobie tyle odwagi?

Kolejny raz zawitałam w stolicy. Powoli, chyba zaczynam lubić to miasto ;o)
Jednak teraz prędko mnie tam nie będzie, ponieważ co poniektóre osoby (czyt. greased), na moje stwierdzenie, że przyjadę jak zatęsknią, stwierdziły z wielkim przekonaniem: „No to do zobaczenia za rok” :P
Mimo iż był to tylko jeden dzień, bardzo wiele się wydarzyło i będę wspomniać ten wyjazd niezwykle miło :o) Ale czemu Mariusz tak wcześnie się zmył? :o(
Zwiedziłam sławne Pole Mokotowskie, gdzie wypilismy po browarku. Były co prawda małe problemy z otworzeniem butelek (Paweł następnym razem bierzemy przykład z Dominika i kupujemy puszki buahaha), ale poznałam sposób w jaki warszawiacy używają rowerów ;o) „wodnych”. No cóż, co kraj to obyczaj ;o)
Wracając (stopem oczywiście) jechałam z bardzo sympatycznym człowiekiem (i o dziwo, bezpośrednio do Elbląga. Nie mogę uwierzyć w swoje szczęście do tej pory). Nie wiem, czy wyglądałam na taką biedną (jaką byłam w rzeczywistości), ale skończyło się na postawieniu obiadu i opalenieniu sympatycznego pana z paczki paierosów (ponieważ palił niemało, a ja dzielnie dotrzymywałam mu kroku). Każdy mój sprzeciw kończył się stwierdzeniem „bierz nie marudź. Jak bedziesz pracowała to oddasz”.
Wspominając teraz ten wypad mogę tylko powiedzieć: „Ja chcę znowu do Warszwy ;o)”. ALe jak mawiają, co za dużo to niezdrowo.
Pozdrawiam
P.S. Paweł, jak spotkasz tego przystojnego pana, który zawsze z Toba jeździ metrem, to Go pozdrów i ucałuj hehehe ;o)

Zamiana

10 komentarzy

Spójrz, jak wygląda moja twarz.
Czy został chociaż ślad, z człowieka, którego znasz?
Zobacz, jak szybko zmieniam się,
jak mi dodaje lat, każde słowo twe.

Nie widzę. Nie słyszę nic.
Przestaję, odczuwać nawet…
Twój śmiech, już nie dotyka mnie.
I wiem, że każdy ból, pomaga wznosić mój własny mór.
Kolejna lista skarg.
Czy kłamstwo to, czy żart?
Wiem, to banalne jest.

Ale ja, nim mnie pożre lęk,
strzelę sobie w łeb, w tę piękną noc.
I znów zdławię pusty śmiech.
Strzelę sobie w łeb.
Już odbezpieczam nastęoną butelkę…

Wiedz, wiedz, że nie poddam się,
dopóki czuję gdzieś, płynącą we mnie krew.
Poki smak życia wustach mam,
póki zapach traw, wciąż odurza mnie.

Nie widzę. Nie słyszę nic.
Przestaję odczuwać nawet ból.

I znów, tak jak nieraz już.
Znów to zrobię wiem, wyjdę z siebie i nikt nie dosięgnie mnie.
Wbiję nowy cierń.
Strzelę sobie w łeb, już odbezpieczam następną butelkę.

Tak wiem, znowu matka noc, ukołysze mnie,
gdy butelki szkłem, strzelę sobie w łeb.

Uwielbiam Myslovitz :o)

Śmierć…Towarzyszy nam przez całe życie. Póki jesteśmy młodzi, nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jej widmo nie jest takie widoczne. Jednak jest nieunikniona.
Jednego dnia jesteśmy, następnego już nas nie ma.
Przepraszam, że poruszam taki temat, w ten piękny, słoneczny czas. Może nakłonił mnie do tego widok zwiędłych kwiatów w wazonie…
Za moim oknem zielenią się drzewa…więc carpe diem kochani…

Moi rodzice naprawdę są wspaniali. Wszystko, co przeze mnie wycierpieli nie zmieniło ich nastawienia do mnie. Nadal są dla ogromnym wsparciem i pomocą :o) Jestem im za to dozgonnie wdzięczna.
Jakie to dziwne, ze rodzice kochają tak bezinteresowną miłością. Drugiej takiej nie znajdziecie na całym świecie. A dzieci… Tak bardzo ich krzywdzą na kazdym kroku. Przeważnie bezwiednie. A oni mimo to nas kochają. Drugiej takiej miłości nie znajdziecie nigdzie :o)
Pozdrawiam

…szczęście…

17 komentarzy

„Bo szczęście, to przelotny gość
Szczęście to piórko na dłoni
Co zjawia się, gdy samo chce
I, gdy się za nim nie goni.”

Mimo iż chwile szczęście tak szybko mijają, warto na nie czekać. Może właśnie to sprawia, że sa takie wyjątkowe i czerpiemy z nich pełnymi garściami. Nie będę myśleć, co potem… Nie martwię się na zapas. Żyję chwilą i reszta mnie nie obchodzi :o) Pomartwię sie później.


  • RSS