Podobno styczen to najdluzszy miesiac w roku. Wiekszosc ludzi musi dac odpoczac portfelom po swiatecznych szalenstwach, odpoczywamy po wszystkich zjazdach, wyjazdach i najazdach rodzinnych i staramy sie jakos dozyc do lutego, za ktorym dumnie kroczy wiosna. Tegoroczne mrozy wcale nie pomagaja przetwac. Jest tak strasznie, ze nie mam ochoty wystawiac nosa za prog mieszkania. Nawet papieroski ograniczylam do absolutnego minimum, bo co to za przyjemnosc trzasc sie na balkonie z fajka dyndajaca w ustach. Nawet w ramach buntu postanowilam sie rozchorowac i nie chodzic do pracy, tylko caly dzien wylegiwac sie pod ciepla kolderka (niestety nie wszystko poszlo po mojej mysli). Za to zaleglosci na uczelni pietrza sie i pietrza. Trzeba powiedziec ‚basta’ i wziac sie w garsc! Zwlaszcza, ze na horyzoncie pojawiaja sie jakies egzaminy… brrrr!
Brak pozytywnych mysli.
Ale pocieszajace jest to, ze styczen juz zmierza powolnym krokiem ku koncowi, czy tego chce, czy nie.
Ja na pewno nie bede go zatrzymywac.