kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2008

listopadowy wypad

Brak komentarzy

don’t leave me, forgive me… pomagier pijaczka… uważaj, bo umoczysz… no, ale czy mnie to przeszkadza? No nie! Ha ha ha ha ha… użyję, jak pies w studni… miło mnie poznać… co to za Bond, że nawet ruskiej nie puknął… jak lalka barbie… kowale z wielkimi młotami… sexy bomb… pa pa pa, sęków sto dwa… w peżocie na płocie… sensualiści… parada… słodka jak z miodu…

Chciałam ogłosić wszem i wobec, że osiągnęłam punkt krytyczny, jeśli chodzi o nastawienie do pracy. Moja depresja tak bardzo się pogłębiła, że prawie się popłakałam w autobusie do pracy.
Brawo. Bardzo to jest pomocne w powrocie do codzienności po dłuższym wolnym.
I doszłam do wniosku, że nienawidzę swojej firmy :o)

sobotnie problemy

Brak komentarzy

Dopiero zauważyłam, jak się ludziom zmieniają priorytety, kiedy nie mają większych zmartwień. Bo przecież ileż można się martwić dziećmi. Wszystko ma swoje granice i z czasem, to zmartwienie staje się jakby integralną częścią organizmu, w związku z czym już się go nie zauważa.
Życie prowadzone na standardowym średnim poziomie, pozwala na zaspokoajanie swoich potrzeb, dzieci na swoim. Żyć nie umierać.
Kiedy patrzyłam na piętnastominutowe biadolenie, bo ktoś zrzucił kwiatek (PIĘTNAŚCIE minut, zupełnie, jakby ktoś wpadł pod samochód), to targały mną sprzeczne uczucia. Czy zazdrościć problemó tej rangi, czy współczuć.

I mimo wszystko było mi przykro.


  • RSS