kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2010

kicic kici

2 komentarzy

Niedługo moje urodziny… które, nie będę mówiła. Ważne jest to, że nie czuję się ani trochę mądrzejsza, niż byłam parę lat temu. Ale nic to, nadal łudzę się, że w dzień swoich urodzin obudzę się rozsądna, odpowiedzialna, taka DOROSŁA.
I niech mi tylko ktoś spróbuje powiedzieć, że tak się nie stanie!! NO?! NO?!

kot nadal się łuszczy,
trawa za oknem się zieleni,
wiatr się zrobił cieplejszy
i nawet to, że trochę popada nie jest takie złe.
Jednym słowem wiosna pełną gębą i bardzo mnie to nastraja optymistycznie.

Pojechałabym na wakacje w jakieś egzotyczne miejsce… heh.


I ZNOWU jestem chora!! Od poprzedniej choroby minął niecały miesiąc. Nigdy mnie tak często nie łapało – starość.
Kiedy przeglądałam strony w poszukiwaniu lekarstwa na katar (a nóż wymyślili jakieś magiczne sposoby, a ja nic o nich nie słyszałam!). Oto kilka ciekawych pomysłów:

- Zjedz słoik kiszonych ogórków,
wypij litr zsiadłego mleka, potem spróbuj kichnąć;

- gorąca wódka z pieprzem;
- wymoczyć nogi w ciepłej wodzie z dodatkiem soli i musztardy;

- nawlec ząbki czosnku na nitkę i powiesić sobie
takie korale na szyi;


- Na zatkany nos ząbek czosnku przecisnąć przez praskę, zawinąć w watkę i
takie waciki załadować do noska. Nie da się z tym długo wytrzymać,
płaczesz jak bóbr, ale nos się odtyka.

Ale chyba nie zastosuję żadnego z tych sposobów.
Chociaż te ogórki i zsiadłe mleko… mogłoby być śmiesznie (chyba mam temperaturę)



Myślałby kto, że będę kiedyś z takim zainteresowaniem śledzić prognozy pogody. Ale owszem, robię to! I jeśli wierzyć w to, co mówią, to chcę żeby już była sobota!!

herbaciane róże

2 komentarzy



Wreszcie sobota, kiedy nic nie trzeba. Lubię weekendy, kiedy nic nie muszę i jestem panią swojego czasu.

Herbaciane róże świetnie wyglądają przy ciemnych meblach, tylko wazonu nie mam odpowiedniego…

A Zołza była u lekarza i ku memu zdziewieniu nawet sie do niego łasiła!! Ta wredna złośliwa bestia ocierała się o dłoń osoby, która pięć sekund wcześniej wbijała jej igłę, a na mnie się śmiertelnie obraziła, kiedy nie pozwoliłam jej towarzyszyć nam przy śniadaniu (co w jej mniemaniu wyglądało tak, że siedziała na stole z nosem prawie w jedzeniu). Po którymś zrzuceniu na podłogę wybiegła obrażona jak nastolatka i gdyby mogła, jestem pewna, że trzasnęłaby za sobą drzwiami.


  • RSS