No i gdzie ten maj? Jakoś go nie czuję, tak naprawdę.
Przez chwilę rzeczywiście coś między nami zaiskrzyło, ale minęło… Mam nadzieję, że wróci.
W międzyczasie wyprawiłam urodziny. I nawet mały jezus aka cartman zaszczycił nas swoją obecnością :o)
Dostałam 6 lakierów do paznokci… Czy to mnie w pewien sposób szufladkuje jako człowieka?
W pracy zmiany, zmiany, zmiany. A cóżby innego. Już się nawet przestałam dziwić. Jedna ekipa remontowa wyszła, ledwo się oswoiłam z nowym biurkiem, i pokojem a już druga biega wkoło i planuje, dyskutuje. No cóż. Byle na lepsze.
Znowu mnie nosi, żeby gdzieś wyjechać. I chyba tym razem się zdecyduje zamiast tylko gadać.
Swoją drogą strasznie fajne koncerty w tym roku. Za tydzień POD, potem korn, cinematic orchestra no i portishead, o których koncercie informacja zwaliła mnie z nóg. Rewelacja! I cóż, że na połowę nie pójdę. Ważne, że grają!