kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2011

niedziela

Brak komentarzy
Poślubnie.
Ceremonia krótka, treściwa, bardzo sympatyczna „Pani Prowadząca”. Pełen konkret.
Restauracja… Hmm… Nie wiem, jak mogli nas umieścić na dwóch ławach ściśniętych tak, że ciężko było poruszać łokciami, podczas gdy cała restauracja była pusta… Jedzenie ok, towarzystwo oczywiście najlepsze :o)) 
Generalnie podsumowując było bardzo fajnie.
No i nie zapomnijmy o najważniejszym. Zagrałam w totka. Po raz pierwszy w życiu!!!
Oczywiście wygrałam 8 milionów i następne notki będą opowiadać o moich fabjules podróżach dookoła świata.
A jutro do pracy i oczywiście mi się nie chce. I to bardzo.

środowy wieczór

1 komentarz
Czy to, że nie bawi mnie już, że ludzie upijają się do nieprzytomności (jakby kiedykolwiek tak było) i wolę wrócić do domu, zamiast ruszać z pijakami dalej w miasto czyni mnie starym sztywniakiem?


Zauważyłam, że najbardziej irytujące zachowania ludzkie ujawniają się w autobusach. Nie wiem, czy po prostu tak na mnie działa komunikacja miejska, czy rzeczwyiście wszelkie parszywości ludzkie wychodzą akurat w takich sytuacjach, ale wydaje mi się, że to, jak ktoś zachowuje się w np. autobusie, pokazuje jakim jest człowiekiem. I generalna ocena wypada bardzo słabiutko.
Zaczynając od ustępowania miejsca starszym, poprzez walenie torbą ludzi siedzących, podczas przechodzenia koło nich i ściągania plecaka w wypchanych do granic możliwości autobusach. Pomijam już wciskanie się na tak zwanego „chama”, kiedy nie ma już miejsca.
Mogłabym o tym pisać w nieskończoność (nawet niezły temat na pracę magisterską, albo książkę :o).
Generalnie – nie lubię!

Pogoda dzisiaj nie poprawia mi nastroju. Najpierw zmoczyło mnie w drodze na przystanek, potem przewiało. Nie moge się ogarnąc, jak w ciągu pół godziny jest deszcz – wichura – słońce – deszcz – słońce – wichura. Zwariować można.

W związku z czym nastawiona do życia jestem tak o, właśnie.

Saturday Morning

Brak komentarzy
Lubię sobotnie poranki. Jest to moja ulubiona pora w tygodniu. Czas na leniuchowanie i relaks. Przeważnie nic mnie wtedy nie goni i nic nie muszę. Weekend dopiero się zaczyna i wszystko się jeszcze może wydarzyć.

Miał być piknik, pogoda niestety pokrzyżowała nam plany. Szkoda, bo nigdy nie byłam na pikniku, a póki co wcale się nie zanosi na deszcz… Cóż. Widocznie nie było mi pisane.
Za to będzie kolacja. I na pewno nie będzie to zmarnowany wieczór.

Lubię takie weekendy :o) 
A do urlopu coraz bliżej :o))))

czerwiec

Brak komentarzy
Naprawdę już potrzebuję urlopu. Dni w pracy dłużą mi się coraz bardziej i jakoś cierpliwość już nie ta, co kiedyś :o)
Wakacje, nad morzem.
Na szczęście nie w Łebie, Krynicy, czy innym Jantarze :o)
Jeszcze tylko miesiąc!

Rano, zanim jeszcze wsiadłam w autobus do pracy, widziałam cztery osoby, które dłubały sobie w nosie i tylko jedno z nich było dzieckiem!! I nie mam tutaj na myśli delikatnego muśnięcia, o nie!

  • RSS