kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2011

papierowa rocznica

Brak komentarzy
Pogoda jest w tym roku BEZ-NA-DZIEJ-NA!
Dobrze, że rok temu nie padało i generalnie było ładnie :o)
Zaraz ruszamy na Kabaty i mam nadzieję, że się na nowo nie rozpada, bo jeśli tak, to się obrażam, otwieram piwo i siadam przed telewizorem łapać ostatnie chwile weekendu na kanapie, z miską chipsów pod ręką.
No bo w końcu co, kurczę blade.
Ileż można?!
P.S. I to akurat jak nie mam swojej ślicznej różowej parasolki :o/
P.S.P.S. Na przyszły tydzień zapowiadają upały. Spoko, akurat żeby się zdążyło rozpadać na weekend. Jedziemy na ślub poza Warszawę, więc ulewy byłyby jak znalazł.
P.S.P.S.P.S. Znalazłam w Merlinie Little Britain na dvd za 7 PLN…
Obliczyłam sobie (z nudów) ile potrzebowałabym kasy, żeby zamowić wszystko, co wrzuciłam sobie niedawno w Merlinie do przechowalni i wyszło: 1970,06. Chętnych sponsorów – zapraszam :o)

ex

1 komentarz
M. dostał w prezencie xboxa.
Późno, wiem, ale jakoś ta myśl we mnie dojrzewała.
I tylko chciałabym, żeby na wieść o mojej ewentualnej ciąży cieszył się równie mocno…

little mouse

Brak komentarzy
Dostałam najpiękniejsze i najcudowniejsze białe maleństwo na świecie!!!!
Nikt mi nie wmówi, że apple nie robi małych dzieł sztuki. Tyle lat zbierania się, dwa macbooki później, wreszcie mam!
Przecudej urody myszkę :o)
W sam raz będzie pasowała do makbuczka, którego dostałam od M. na urodziny!!
Taki weekend spędzany na NICNIEROBIENIU też jest dobry.
Biorąc pod uwagę fakt, że głowa odmówiła mi dzisiaj posłuszeństwa i mając dość huśtawek pogodowych postanowiła zastrajkować i zaboleć. Przez ponad pół dnia nie mogłam pozbyć się tego syfu i nawet ibuprom nie pomagał.

Teraz siedzę obłożona gazetami, książką, i blogiem barbarelli, w tle oglądam bafi (bo nigdy nie obejrzałam całej, a dobrze powspominać stare dobre czasy). Sączę piwo, oczy mi łzawią (nie wiem, czy picie piwa w takiej sytuacji jest wskazane, ale nic mnie to już nie obchodzi) i czekam aż zacznie boleć znowu, bo czuję, że COŚ się zbliża.

A mieliśmy dzisiaj spotkać się z T. Wyjść jak ludzie w sobotni wieczór, wypić parę drynków, pogadać, generalnie udzielić się towarzysko.

Głupia głowa!
A jednak. Spotkanie było pochwalne. Same superlatywy się posypały. Nagroda była. Aż ciężko mi uwierzyć do tej pory. Ale co tam, przecież nie będę zaprzeczać. Jestem dla tej firmy niezastąpiona :o)
Ostatnio NIC mi się nie chce. W domu graty zalegają górami, a mnie się nie chce kiwnąć palcem. W sobotę się muszę ostro za to wziąć, ale chęci mam delikatnie ujmując – umiarkowane. Będę musiała jednak posprzątać albowiem w niedzielę teściowie przyjeżdżają na obiad i nie wypada po prostu gościć ich w takich warunkach. No nie godzi się.
A może zapłacić jakiejś pani sprzątającej…?
Tylko gdzie ja w dwa dni znajdę kobietę, która się zgodzi poodgarniać ten gruz…
A M. nastraszył wczoraj dziecko jednej z koleżanek z pracy. Kiedy zaciekawione wskazało palcem w okno i zapytało mamy, co to, M. pochylił się nad niebożęciem i szatańsko wyszeptał:
- Piekło!
No i piekło rzeczywiście się później rozpętało.

ramalama bang bang

Brak komentarzy
Wiele prawdy jest w tym, że im bardziej człowiek zajęty, tym ma czas na więcej rzeczy.
Dzisiaj jestem tego żywym dowodem.

Generalnie, koniec lipca i sierpień zapowiadają się szalenie wręcz pełne wrażeń, wyjazdów i spotkań. I dobrze!

Tymczasem jutro spotkanie z szefem… Na pewno będzie chciał pochwalić i obdarzyć ciepłym słowem. No bo po co chciałby się spotykać!!!! Widział ktoś szefa, który by zwoływał spotkanie po to, żeby kogoś opier…ć?
 …No mowy nie ma!
:o)

Podróż powrotna była zaprzeczeniem tak wspaniałego urlopu.
Nie dość, że z pierwotnych planów (zobaczenia się z moim bratem) nic nie wyszło, to jeszcze uciekły nam DWA pociągi (w tym jeden dosłownie 2 minutki), więc utknęliśmy w Gdańsku do 16. 
Mielibyśmy uroczy spacer po Starówce, ale były takie tłumy, że nie było w tym nic uroczego, ani miłego. Jak mieszkałam tam przez rok, nie spotkałam tylu ludzi, a bywałam w tym miejscu prawie codziennie.
Miałam ochotę usiąść i się rozpłakać.
M. chciał już wynajmować pokój w Hiltonie nas samym kanałem i uratować ten dzień, ale wyperswadowałam mu ten pomysł. Chciałam już, żeby ten dzień się skończył i żebyśmy byli już w domu.

Kiedy ulokowaliśmy się już w pociągu (o dziwo był punktualny), pozostało jedynie ponad sześciogodzinna podróż (przez Toruń!!) i Warszawa przywitała nas swoimi światłami.

Wreszcie w domu!
Trzy porcje prania suszą się na suszarce, wczoraj zaliczyliśmy cudowny wieczór na Starym Mieście z P., M. i oczywiście lytl barbra dzizaz aka kartman i jakoś strasznie mi smutno, że muszę jutro iść do pracy.
Ale nie jest to nic, czego bym się nie spodziewała i na co nie byłabym przygotowana.

Na szczęście za jakieś dwa miesiące znowu dwutygodniowy (tym razem) urlop, więc jakoś przetrwam :o)

Gdynia

Brak komentarzy
No i jesteśmy. Dzisiaj po raz pierwszy poczułam się jak na wakacjach, chociaż Gdynia nie przyjęła nas najcieplej.
Najpierw korek gigant. Musieliśmy zrezygnować z dalszej jazdy samochodem (bo zaczynał się przy wjeździe do Gdańska, a kończył pod Wejherowem – info z radio) i do celu dotarliśmy skmką. Na dworcu taksówkarz (dosłownie!) nas wyśmiał i kazał iść na piechotę. Ja wiem, że było blisko, ale z dwoma ciężkimi torbami i nieznaną drogą przed sobą naprawdę wolałabym podjechać taksówką.
Na szczęście pokój był dokładnie taki, jak się spodziewałam.
W nocy co chwilę budziły mnie mewy. Kurcze, rok mieszkałam w Gdańsku i nie przypominam sobie, żeby tam tak hałasowały.
Dzisiaj było już duuuużo lepiej. Słońce, gorąco, plaża, piwko w knajpce, dobre jedzenie… pełen relaks.
Chciałabym się nawet opalić, ale najbardziej na całym świecie nie znoszę leżeć i się smażyć (a poza tym ciąży nade mną klątwa i jak tylko uprosiłam M. żebyśmy usiedli na ławce na deptaku, żeby sobie chociaż troszeczkę opalić twarz, to natychmiast pojawiała się ogromna chmura, i zasłaniała słońce dopóki nie wstawaliśmy z ławki i nie poszliśmy dalej). Pospacerowaliśmy sporo, bo cztery godziny, potem dopiero odpoczynek, ale nawet tego nie poczułam.
Jutro ruszamy do Gdańska, może jeszcze zajedziemy do Sopotu. 
Tymczasem ruszamy na podbój Gdyńskich knajp.
Gdynia zupełnie się różni pod tym względem od Warszawy. Tam niezależnie, czy to wieczór, noc, czy dzień ruch „na mieście” jest raczej bez zmian. Tym bardziej, kiedy robi się ciepło. Natomiast Gdynia w dzień jest zapełniona i gwarna, a wieczorem ulice są puste. Co dziwi, bo to przecież lato, turyści…
Może dzisiaj, jak zapuścimy się w bardziej rozrywkową część miasta okaże się, że po prostu wczoraj byliśmy nie tam, gdzie trzeba. Zobaczymy…

holidays

Brak komentarzy
Zawsze u rodziców czuję się jak pod kloszem. O nic nie muszę się martwić, jestem znowu ich dzieckiem, o które oni muszą się martwić i moje problemy wydają się jakby ich nie było :o)
Cudowny wstęp do wakacji :o))
Nie będą one długie, ale wakacje to wakacje. O!
Jutro ruszamy!
Jutro po południu oficjalnie zaczynam urlop :o)
Trwał będzie tylko siedem dni, więc nie wiem, czy jest sens robić szum, ale co tam. O co mam robić szum, skoro to póki co mój jedyny powód.
W sobotę pobudka przed 6 i będzie to zaokrąglenie dwóch tygodni (bez przerwy!), kiedy się nie wyspałam. I wychodzi na to, że naprawdę, to się wyśpię w niedzielę. A tak naprawdę, NAPRAWDĘ, to we wtorek. Ale dobra, nie będę narzekać.
„Karmelek” się nie udał okrutnie. Nie dość, że krem mi z ciasta wypłynął, to polewa nierównomiernie się rozlała… Szkoda gadać. Wyglądało jak KUPA nieszczęścia. Na szczęście teściowie, to mądrzy ludzie są i kupili tartę truskawkową (bardzo z resztą smaczną), do tego maliny… było nieźle. W swej uprzejmości poczęstowali się kawałkiem mojego ciasta, które nawet pochwalili, ale nie oszukujmy się. Ja nie mogłam zjeść swojego kawałka do końca, a po wyjściu gości śmiertelnie się na to ciasto obraziłam, w wyniku czego wylądowało w śmietniku.
Jako łupy dostałam sandwitcho-gofrownico-grilla i bardzo mnie się ten prezent podobał. Wiem, może to nie diamenty, albo wycieczka do akapulko, ale już długo zbierałam się, żeby coś takiego kupić. I proszę!
Będę robić gofry!
Tylko muszę znaleźć jakiś dobry przepis… może u zosi…

  • RSS