kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2012

Ojezusiechrystusie, jak mnie się dzisiaj chce spać. Spałam tylko cztery godziny, ponieważ oddawałam się wczoraj rozrywkom kulturalnym bardziej i mniej :o) Najpierw te bardziej, a potem mniej. Na obu bawiłam się dobrze.

Dzisiaj mąż zabrał mnie na uroczą kolację we dwoje, przy okazji załatwiliśmy ostatnie formalności w banku i weekendowe lenistwo czas zacząć. No, poza tym, że będę musiała posprzątać chałupę, UMYĆ OKNA (!!) i pojechać z M. na zakupy garniturowe, to będzie to lenistwo pełną gębą.

A w czwartek przyjeżdżają rodzice.
Powiem tak…

Jest tak, że lepiej nic nie mówić. Mój organizm przeżywa przesilenie wiosenne lub szykuje się na zliżający kryzys wieku średniego. Objawia się to tak, że nic mi się nie chce. Wiem, że nie jest to stan, który mnie nigdy nie dopada, no umówmy się, że raczej wręcz przeciwnie, ale to, co się teraz wyrabia…? To jakaś masakra.

Próbuję się ratować zapewniając sobie dodatkowe stresiki, ale nie przynosi to oczekiwanych efektów. Sama nie wiem…
Dzisiaj Świętego Patryka.
O moim braku powagi i starości świadczy fakt, że dopiero sobie to uświadomiłam… W związku z czym idę się upić. I to wcześniej.

sorry za bąka

1 komentarz
Jestem bardzo odpowiedzialny, dorosłym człowiekiem przebywającym w związku małżeńskim z poważnymi planami na przyszłość.
Wpadła kasa za nadgodziny. Miało być na upiększające zabiegi dentystyczne, a co zrobiłam?
Kupiłam dodatkowego pada do xboxa, książkę, część przepiłam wczoraj na wyjściu z dziewczynami, a dzisiaj zamierzam kupić sobie najpiękniejszą na świecie torbę podróżną! Z czymś w końcu do Madrytu muszę pojechać! Heloł!
To, co zostaje odłożę na dentystę! Tak!
Senkju, gudnajt.

P.S. Bardzo przyjemnie było obudzić się dzisiaj na kacu i pierwszą rzeczą jaką ujrzeć, to wyniki kociego rozstroju żołądka. Oł jea.
Ledwo żywa wyszłam dzisiaj z pracy. Coś się z tym ciśnieniem dzisiaj działo, bo prawie zasypiałam nad klawiaturą. Musiałam się dosłownie ratować kawą, a nie muszę jej pić codziennie, żeby jakoś funkcjonować. I nie! Na pewno nie miało to nic wspólnego z wczorajszymi wieczornymi harcami z wild. O nie, nie! To ciśnienie!

Rozrywek z bankiem ciąg dalszy, co jest tym śmieszniejsze, że już podpisaliśmy umowę u notariusza. Czy podoba mi się wyścig z czasem? Ależ…
Tak mnie jakoś urzekła wizja nowego mieszkania, że w tym starym nie mam ochoty nic robić. Nigdy nie byłam jakąś wielką zwolenniczką sprzątania i pucowania, umówmy się, ale teraz? Teraz moi drodzy, to jest ma-sak-ra!

Wczoraj byliśmy na podwójnych imieninach u teściów. Było bardzo miło. Była nas szóstka i m. in. śledzik teścia, za którego mogłabym zabić. Popijanie nalewki przez cały wieczór skończyło się happy endem. Kaca dzisiaj nie miałam w ogóle.

Dzisiaj mam swój ulubiony typ niedzieli. Leżę przed tv, spożywam alkohol (tak, PIJĘ PIWO W DZIEŃ ŚWIĘTY!) i oglądam seriale oraz filmy, podczytując książkę. Pogoda wreszcie robi się wiosenna i jakoś tak… Niedługo się trzeba będzie wybrać na rower.
Nawet kot się socjalizuje, a nie.

Popełniłam życiowy błąd. Powinnam się byłą kształcić na notariusza, a nie, jakichś głupot mi się zachciało.
Za jeden podpis zainkasować 1500 złotych, to ja mogę. Gdyby mi tyle płacili za każdy podpis, jaki składam, to byłabym już milionerką. A tak to dupa.

Ale na szczęście w pracy trochę się przeluźniło i można śledzić kwejki, pudelki, kasię tusk i wiadomości (tak, niestety w tej kolejności!). Uff :o)

mam mnóstwo życiowych przemyśleń, o których nie chce mi się pisać, ale prędzej czy póxniej się ujawnią.
E. pojechała wczoraj do Madrytu… też bym chciała. Ale na swój Madryt muszę niestety jeszcze chwilę poczekać i niestety w związku z pracami remontowymi nie pojade na tyle, na ile bym chciała. Ale lepsze coś, niż nic.


  • RSS