kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2012

No i M. jest po swoim pierwszym meczu Realu :o) Ja oglądałam w telewizji, on na Santiago Bernabeu. Czy zamieniłabym się? Ależ…

Przyszły tydzień zapowiada się nawet miło, bo tylko trzy dni pracy i dwie wyprawy do sklepów remontowo-budowlanych. Powinnam załatwić wszystko, co muszę załatwić przed wyjazdem (najgorzej będzie chyba z kolorem farb), a potem lecę do Madrytu. Im bliżej, tym bardziej nie mogę się doczekać.

Wieczorem muszę pojechać na chwilę do pracy…

… I tylko trochę boli mnie dzisiaj głowa :o)
Jezusiechrystusie, jak mnie dzisiaj zgrzało. Spędziłam 4h na otwartej przestrzeni, w tym prażącym słońcu i przysięgam, że kiedy wróciłam do domu, to myślałam, że umrę i przez 30 minut musiałam dochodzić do siebie!

Za to wybrałam płytki! W poniedziałek jadę je zakupić. Także jeszcze tylko akcesoria do łazienki i mogę jechać do Hiszpanii :o)))

W tym tygodniu spotkało mnie coś dziwnego. Na stacji metra, w przejściu siedziała dziewczyna. Grała na gitarze i śpiewała (całkiem nawet nieźle), a przed nią, na kocyku spał pies i siedział kot. Ten kot SIEDZIAŁ i się NIE RUSZAŁ, przykryty był kocykiem do połowy i z pełnym relaksem na twarzy obserwował idącą na niego falę ludzi. Nie, nie był wypchany!
Ja wiem, że dla każdego może się to okazać niczym interesującym, ale z tym antychrystem, z którym mieszkam, to nie do pomyślenia. Przecież Zołza na miejscu tego kota byłaby już w połowie drogi do Galerii Mokotów z wyrazem paniki na twarzy. Zaczyna do mnie docierać, że popełniłam błędy wychowawcze, tylko zastanawiam się gdzie…?
Boli mnie ząb! I to tak już bardzo mnie boli. Niby zatruty i w ogóle, ale chyba coś się po drodze rozszelniło i drażni mi mój odkryty nerw. Na szczęście idę we wtorek ukilić go do końca, więc już nic nie będę czuła. Tymczasem łyknęłam sobie kodeinki i powoli ból przechodzi.

M. w Madrycie żyje pełną gębą, przesiaduje w barach i je tapasy, a ja siedzę w domu i za nim tęsknię. Kto to widział takie rzeczy!

Wczoraj w ramach tęsknoty i pierwszego dnia słomianego wdowieństwa schlałam się z A. winem i piwem. Mam lekkie luki w pamięci (ale takie naprawdę minutowe), ale jedno pamiętam na pewno, bardzo dobrze się bawiłam. 
A dzisiaj nie mam wcale kaca, więc może nie jestem jeszcze taka stara, jak mi się wydawało.

No więc (nie zaczyna się zdania od „no więc”) oficjalnie jestem już stara. Mam to na papierze i jakby ktokolwiek miał wątpliwości mogę przedstawić odpowiedni dokument.

Dzisiaj czeka mnie szalony wieczór, bo musze doprowadzić ten chlew, w którym mieszkamy od kilku dni do stanu czegoś, co wygląda jak zadbane i czyste mieszkanie… nie chce mi się.

Kupiłam sobie czerwoną szminkę o nazwie ALARM i miałam ją wczoraj po raz pierwszy na sobie. Rewelacja :o)

Z jednej strony chciałabym, żeby już był weekend, bo nie chce mi się już pracować, a z drugiej M. mi wyjeżdża na dwa miechy do Madrytu, a ja jadę do niego dopiero za miesiąc i jakoś mi to nie na rękę…

I tyle u mnie. A co u Was, moi obaj czytelnicy :D

sobota

Brak komentarzy
Tak sobie siedzę i maluję paznokcie. Na… hmm… jaki to kolor…

Święta pełną parą, a M. za tydzień jedzie do Madrytu. Trochę mu zazdroszczę, a trochę mi smutno. Nie chce tutaj zostawać sama.

A teraz muszę czekać aż wyschnie lakier.
Wczoraj poszliśmy z M. na zakupy. Genialny pomysł robić to w niedzielę palmową. Polecam każdemu (chociaż pewnie nie muszę, bo byli tam WSZYSCY).
W Douglasie kasjerka spojrzała na mnie i wrzuciła M. do torebki dodatkową próbkę „dla żony”. W domu otworzyłam i oto, co ukazało się moim oczom: 

„Masz 40 lat, a Twoja skóra jest nadal gładka, jędrna i pełna blasku!
Odkryj ujędrniającą, zapobiegającą powstawaniu zmarszczek pielęgnację skóry.”

Może powinnam przemyśleć swoje podejście do kremów przeciwzmarszczowych. Co prawda 30 lat kończę dopiero w przyszłym tygodniu i nie planowałam jeszcze przez chwilę ich używać, ale skoro tak NIENACHALNIE zwraca mi się uwagę na to, że POWINNAM, to może jednak sobie jakiś kupię…

A wydawało mi się, że wyglądam młodo…

  • RSS