kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2012

Taki już chyba ten mój los, że mąż mi co chwilę wyjeżdża. Zaczynam lekko podejrzewać, że ma drugą rodzinę na wybrzeżu.
A nawet jeśli jeszcze nie ma, to właśnie mu ten pomysł podałam jak na tacy.
Albo mnie nie lubi.

W ramach słomianego wdowieństwa postanowiłam również założyć drugą rodzinę i zaczęłam grać w Simsy. Na stare lata głupie pomysły zaczęły mi przychodzić do głowy, no bo kto to widział, żeby stara baba siedziała przed komputerem i w gierkę sobie grała… Żenuła :o)

A jutro idę się schlać z ludźmi z pracy, no bo mąż może, to i ja!
Weekend wyjazdowo-goszczący chyli się ku końcowi i chyba nie skłamię jeśli stwierdzę, że wszyscy odpoczniemy po nim.
Nie to, żebym miała coś przeciwko, ale wiecie jak jest, co będę słodzić!
Zdecydowanie dobrą stroną jest to, że załatwiłam wszystko, co załatwić miałam i mogę dalej urzędować się w nadchodzącym tygodniu. No i rodzice zobaczyli wreszcie gotowe mieszkanie.
Nic nie poradzę jednak na to, że chciałabym się już rozwalić „w samych majtkach”, z miską popcornu ;o) na kanapie, przytulić z jednej strony męża, z drugiej kota i obejrzeć jakiś serial, albo co

W ramach nowej diety kupuję w przyszłym tygodniu frytkownicę. Będę jeść frytki na trzy posiłki dziennie i może ta ujednolicona dieta pomoże mi dojść do ideału :o) No, a co!

… Właśnie straciliśmy bramkę. Nożesz by to…!

A także pragnę dodać, że jeśli chodzi o jutrzejszy poranek w pracy, to do 09:45 będę miała spory stresik gdyż azaliż jestem w ciemnej dupie po tych dwóch dniach, które wzięłam w zeszłym tygodniu. Szapo ba, wzięłam wolne w czwartek i piątek. I taka jestem niezastąpiona, a co!

Nowe majtki Backhama!

1 komentarz
Oesu, jak mi się nic nie chce. Nie ruszyłabym nawet najmniejszym palcem, tak bardzo mi się NIC nie chce.

Dzisiaj rano mieliśmy z M. strasznie smutne przeżycie, bo u weterynarza, do którego poszliśmy z Zołzą spojrzałam w oczy pieska, którego, jak się chwilę później okazało uśpiono. Właściciele przyszli ratować, niestety nic z tego nie wyszło. Zwierzę nie mogło już nawet chodzić, chyba samochód je potrącił. Smutno mi z tego powodu, a to przecież nawet nie był znany mi pies…

Poza tym wysłuchaliśmy opowieści człowieka, który ma dwa koty z podwórka i oba na początku super-fajnie, a potem jeden ma cotygodniowe cewnikowanie i przestał wytwarzać czerwone krwinki, przez co musi mieć transfuzje krwi, a drugi ma coś z kręgosłupem. I ci ludzie walczą z tymi chorobami, przywożą te zwierzęta do szpitala i dbają o nie. Tymczasem na ścianie wisiała prośba o przyjęcie kota, którego właściciele oddali weterynarzowi do uśpienia (!), bo zwierzę nie załatwiało się do kuwety!! Co się dzieje z tym światem?! Skąd tacy ludzie się biorą?! Jak się później okazało kotka nauczyła się korzystać z toalety zadziwiająco szybko, więc to pewnie „właściciele” mieli problem, nie kot.

Przytłoczona trochę tymi zwierzęcymi kłopotami stwierdziłam, że jednak nie mamy z tym Zołzuchem tak źle. My „tylko” musimy z nią chodzić na zastrzyk raz na miesiąc/dwa (tfu tfu).

Mają wrócić upały. Tak jakby chyba już trochę wróciły. Super, nie mogę się doczekać ;o)

No i M. znowu mi wyjeżdża. „W delegację”, ale już my te numery znamy!

Pięknie jest.
Zrobiliśmy grilla na balkonie. Nie ma jeszcze wspólnoty, nie ma decyzji, kto nam zabroni?
No więc robimy tego grilla. Jest pięknie, wkoło roznosi się przyjemny zapach palonego… Kiełbaski skwierczą nad żarem, zapach jest boski (nie jadłam jeszcze w tym roku grilla, więc jest to dla mnie głębokie przeżycie!). Popijam sobie zrelaksowana piwko i czekam głodna na obiad. Pielęgnowałam głód cały dzień, żeby się teraz najeść i nic mnie nie powstrzyma (tak, wiem, zdrowo!)!

Sytuacja rozwijała się dobrze do momentu, w ktorym wrzuciliśmy karkówkę. Mojego Męża nagle natchnęło, że on dorzuci i dodmucha, żeby było cieplej (widocznie za wolno mu się piekło), a w międzyczasie przyszedł jego kolega i rozpoczęło się oprowadzanie po włościach. Spoglądam na balkon i widzę dym jak jasna cholera i dochodzący z balkonu (pomimo zamkniętych okien!) zapach palonego białka. No mówię Wam, bomba. Mimo wszystko węgielek był bardzo smaczny… Jeszcze zostało, jakby ktoś się pisał :o) Ale nauczeni doświadczeniem jutro rozegramy to inaczej. Bo jutro oczywiście powtórka z rozrywki. A co! :o)))

No i tak reasumując, to sąsiedzi to nas jednak MUSZĄ kochać! Najpierw im stukali i pukali, zdarzało się, że i o 23 wieczorem, potem jakieś kartony zalegały, ciagłe remonciki przez miesiąc, a potem ich zakurzyli niczym ul, przed wybieraniem miodu i siedzą zadowoleni, pochrupując karkówkę na pikantno. :o) A biedny Łukasz dojada chipsami, bo mu chyba karkóweczka nie podeszła… Echhh.

  • RSS