kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2012

Wyjątkowo w tym roku jesień mnie nie przeraża. Ale prawdą jest, że wyjątkowo się tego lata stęskniłam za moimi serialami, które na szczęście już wróciły i mogę być na bieżąco, a nawet odkryć kilka nowych.
Teraz jestem na etapie „Haven”. Nie widziałam tego serialu, a zapowiada się obiecująco. Lubię takie odkrycia, których mam potem kilka sezonów do nadrobienia.

Mąż mnie dzisiaj zabrał na zakupy. Święto jakieś, panie, czy co? Zgodził się na wiele rzeczy, ale na frytkownicę już nie. Mój błąd, że na koniec go zaciągnęłam do Euro. Powinnam to była zrobić na początku. A tak, to przepadła ta, co ją sobie wybrałam. Będę musiała poczekać, bo żadna inna oczywiście już w grę nie wchodzi :o))

W związku z powiększającym się rozmiarem mojej dupy postanowiłam przerzucić się z piwa, na wino. Wino lubię, owszem. A poza tym to i zdrowo pić lampkę (hehehe) dziennie. także swoją „lampkę” zagryzłam już kabanosem, zaraz chyba chwycę ogóra małosolnego i tyle z moich sobotnich wygibasów. Tak się starszy ludzie bawią! A co!

No bo nie mówiłam jeszcze nikomu (poza M.), że znalazłam siwe włosy w swojej grzywce. Oficjalnie skończyła się pewna era. I mogę się usprawiedliwiać, że w mojej rodzinie, to normalne (od strony Taty ludzie mają siwe włosy już jako wcześni dwudziestolatkowie), ale u mnie, to chyba starość. Pozostała mi już tylko farba i pilnowanie nie tylko odrostów, ale też tego, czy widać siwy włos…

Weekend coraz bliżej, w związku z czym postanowiłam to uczcić. Zrobiłam dwa słoiki ogórków małosolnych i pomalowałam sobie paznokcie na średnio-szaro. I tak teraz myślę, że ten tydzień nie był najgorszy (w porównaniu z dwoma pozostałymi).

Pojechałam dzisiaj do pracy z rozpiętym rozporkiem. Ot, taki drugi dekolcik sobie zrobiłam, wielkie rzeczy!

Wczoraj wreszcie udało nam się zobaczyć „Zagraj to jeszcze raz, Sam” i muszę powiedzieć, że mi się podobało. Spodziewałam się co prawda czegoś, co mnie z butów wyrwie, ale i tak nie było złe. Dobra sztuka rozrywkowa, jak ktoś nie lubi na poważnie, bądź po prostu chce odpocząć i się zrelaksować. Chociaż przyznaję, że w pierwszej połowie trochę odczuwałam dyskomfort związany bezpośrednio z głową faceta, który siedział przede mną. Zasłaniał mi dokładnie środek sceny i trochę się musiałam nawyginać, jak akcja działa się zbyt długo w tym właśnie miejscu.

Muszę sobie kupić buty na jesień. Marzą mi się biker boots, ale od dwóch lat nie mogę znaleźć takich, które mi się podobają. Takie, za które rzeczywiście bylabym w stanie zapłącić 299, bo niestety po tyle stoją przeważnie.

No i najpoważniejsza życiowa decyzja zapadła. Postanowiłam w przyszłym roku kupić samochód. Już nawet mam jeden na oku. Dość tego dobrego! Porozbijam się, no bo w końcu kiedyś muszę ;o)

Pudelek atakuje mnie zbliżeniami i tekstami „CZYJE TO POŚLADKI?!”. Bożeż Ty mój, a skąd ja mam to wiedzieć?! Jeszcze, żeby to męskie było, to może bym się pokusiła, ale damskie? Eśśśś…

Wybiera sie ktoś w sobotę na marsz?

Wokół nas jest wiele wkurzających rzeczy. Ja najczęściej stykam się z takimi, kiedy jadę autobusem. W ŻADNYM innym miejscu nie istnieje tyle irytujących rzeczy. Ostatnio np. wsiadły sobie dziewczynki. No ładne podlotki, ale zaczęły śpiewać. I nawet nie chodzi o to, że śpiewały źle, bo nie. Ale, kiedy siedzę i słucham muzyki, to niekoniecznie mam ochotę w tle słyszeć głosy dwóch siks, którym mamy powiedziały, że śpiewają prześlicznie i w związku z tym one będą darły ryje w środkach komunikacji miejskiej. Ja naprawdę nie wiem, co tacy ludzie mają w głowach! Jeszcze, żeby zbierały kasę – nie. One sobie po prostu ŚPIEWAŁY!

Wczoraj zaliczyliśmy z M. ślub i urodziny. Nie, nie był to ślub aleksandy k. co to, to nie, ale równie ważnej (przynajmniej dla mojego M.) persony. Było bardzo miło. Na obu uroczystościach.

Nie widzę ostatnio sensu w weekendach, bo kończą się zanim się tak naprawdę zaczęły i wkurza mnie to. Ledwo się człowiek obejrzy, a tutaj już niedziela wieczór. Nie lubię niedzieli wieczór! I w ogóle ostatnio bardzo wielu rzeczy nie lubię, z moją pracą na czele. A przyszły tydzień zapowiada się niestety fatalnie!

No i najważniejsze, a prawie bym zapomniała! Kupiliśmy odkurzacz… przepraszam, nie odkurzacz, tylko „inteligentne urządzenie sprzątające” i powiem Wam, że rzeczywiście sam sprząta. Jak jeszcze zacznie gotować obiad, to mój Stary mnie z domu wyrzuci i nie będę mu już do niczego potrzebna, bo mieszkanie ma prawie w pełni zautomatyzowane. Na tyle, na ile facet sobie poradzi. Więc ja to mu jestem jeszcze ewentualnie potrzebna do ogrzewania łóżka w zimowe noce, ale pewnie i to się uda niedługo zamienić na automat.


  • RSS