kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2012

Miałam bardzo kiepski tydzień, jeśli chodzi o robienie zakupów. Najpierw kupiłam sobie płytę, którą już mam… Potem okazało się, że podkładki chłodzącej pod laptopa działa tylko jeden wiatrak (na szczęście już się SAMO naprawiło) i jakoś tak… Huge problems! Moje życie jest naprawdę ciężkie.

A do tego nie mam w domu wina, bo (oczywiście!) zapomniałam kupić! Musiałam wypić drinka z kolą, a Zołza rozwala mi się na laptopie, bo nie może być tak, żeby Kot nie był w centrum zainteresowania dłużej niż 10 minut. To niedopuszczalne. Za to ma papierowe torby po zakupach na/w których może się rozwalać, spać i jest cała szczęśliwa.

Wyszła teraz nowa powieść Emily Giffin, a ja nie mogę sobie jej kupić, bo mam jeszcze tomiszcza książek, ktorych nie przeczytałam, a zatrważająco szybko zaczyna mi brakować miejsca na nowe… Chyba wycieczka do ikei będzie się musiała odbyć szybciej, niż M. zakładał. Na pewno strasznie się ucieszy :o))

Jutro Skyfall. Nie mogę się doczekać :o)

Ja nie wiem, co jest z tymi kosmetykami sorayi, ale w ogóle mi nie podchodzą ich kremy. Nowa fajna linia, wygląda i zapowiada się obiecująco, ale jak się człowiek tym posmaruje, to śmierdzi… Chryste, nie jestem w stanie wytrzymać tego zapachu. I dotyczy to całej ich nowej linii. Zupełnie, jakby to był jakiś problem zainwestować w ładniejszy zapach…

Zima zbliża się wielkimi krokami. Znowu mam problemy z porannym wstawaniem. I to jakie…! Dodatkowo brakuje mi bodźców styulujących, bo M. wyjechał znowu w delegację i tak cicho i spokojnie jest rano, że nim się człowiek obejrzy, dupa mu się pali i musi się zrywać z łóżka. Na szczęście weekend zbliża się wielkimi krokami, a razem z nim james bond :o)

W robocie tak sobie. Jakaś podkurwiona chodzę ostatnio i nie wiem, co na to poradzić. Chyba lepiej nie będę sobie wchodzić w drogę i to przetrzymam.

Bardzo lubię mijać wieczorem, albo w nocy budynki mieszkalne. Mówiąc nieelegancko – lubię zaglądać ludziom w okna :o)
Zwłaszcza, kiedy pora jest taka łóżkowa już… Ładnie to zabrzmiało, jakbym była zboczeńcem, który podgląda ludzi, podczas ich nocnych ekscesów! Tymczasem chodziło mi o to, że kiedy jadąc późno, mijam rozświetlone lampkami nocnymi, świtłem telewizora, lub górnym światłem okna i od czasu do czasu udaje mi się dostrzec zarys sylwetki, to zastanawiam się nad tym, że każde z tych okien ukrywa jakieś szczęścia, troski, tragedie i zwykłe życie. No! I bardzo lubię te ROZKMINKI. Nie to, żeby mi się to przesadnie często zdarzało. Po prostu uważam, że to na swój sposób fascynujące i tyle. O!

Wróciliśmy dzisiaj od moich rodziców. Moja Bratanica dałą mi trochę w kość, nawet zjeść spokojnie nie mogłam, ale jest fajna, a my byliśmy tam tylko jeden dzień, więc spokojnie dałam radę :o) Nawet miałam okazję przypomnieć sobie, jak to jest żyć życiem placowo-zabawowym :o)

Tymczasem, podczas jazdy powrotnej, koleś, który siedział za mną w autobusie miał tak śmierdzący oddech. Ale TO TAK! Jakby się ten facet przez trzy dni pożywiał zgniłymi zwłokami. Chryste, nigdy w życiu nie spotkałam się z tak śmierdzącym oddechem!

Pierwszy dzień urlopu upłynął spokojnie. Prawie się wyspałam, bo mąż przerwał moje wylegiwanki i o 08:30 byłam już na nogach. O 08:30!!! Nie ma litości ten facet. Ani odrobiny przyzwoitości!

Chce iść na Skyfall, a nie mogę, bo jeszcze nie ma w kinach i co mam z tym fantem zrobić? Za to strzeliłam sobie dzisiaj Abraham Lincoln, łowca wampirów, a wieczorem strzelę Powrót żywych trupów. Aż się łezka w oku kręci, jak sobie powspominam, jak z kolezanką, w wieku 8 lat, pogryzając frytki kupione z budy oglądałyśmy serię z żywymi trupami. Długo potem smak tych frytek smażonych na starym oleju, jaki można zasmakować też nad morzem, kojarzył mi się z żywymi trupami. Achhh. Dzisiaj będę miała swój prywatny powrót do przeszłości :o)

Chorowity weekend powoli mamy już za sobą, chociaż to stwierdzenie jest niedobre. No bo jak można „mieć za sobą” weekend?!
Znowu mi to wszystko za szybko minęło, ale nie będę zła, bo za tydzień mam urlopu! Więc będę korzystała z tego najfajniejszego okresu, kiedy to „JESTEM PRZED URLOPEM”!
A tak na marginesie, to chciałabym powiedzieć, że nie pamiętam już kiedy miałam męża przez cały tydzień tylko dla siebie!

Przypadkiem odkryliśmy z M. fajny serial. „Scandal” się nazywa. Przyjemny, przyjemny, tylko niestety krotki. Jeszcze parę takich smaczków by się przydało.

A dzisiaj Gran Derbi!

Wczorajsze firmowe piwko zakończyło się przejściem z szefem na „TY”, polepszeniem relacji i atmosfery w pokoju, a także ogromnym bólem głowy, który dzisiaj mnie dopadł w godzinach popołudniowych.
Te popołudniowe godziny mnie trochę zaskoczyły, bo nie wypiłam aż tyle, żeby tak późno wytrzeźwieć, a rano, poza tym, że byłam niewyspana, czułam się całkiem dobrze. Inna sprawa, że głowa boli mnie w tym tygodniu codziennie i nie, nie od niezwykle imprezowego życia, które prowadzę, jak Stary jest w delegacji.

Bo, że M. znowu sobie na tydzień pojechał, to żadne zaskoczenie. W dodatku dzisiaj wraca chorutki jak wszyscy święci i nie pozostaje mi nic innego, jak przyjąć zgubę po całym tygodniu nieobecności i opiekować się nim przez weekend, bo oczywiście w poniedziałek MUSI (!!) iść do pracy. Będzie zabawa.

Żeby moja radość była już ze wszech miar wielka Zołza ma na brzuchu ogromną wylizaną i ropiejącą ranę z czym też będę musiała jutro zabrać ją do lekarza.
Witam więc, w lecznicy szpitalno-weterynaryjnej!


  • RSS