kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2012

Ufff, koka kola zaliczona, chociaż co to za reklama… Dajcie spokój. Niby jest ta ciężarówka, niby jest Mikołaj… ale to już nie to samo.

Męża nie ma, a ja się dobrze prowadzę. Po ostatnich „skokach w bok” byłam tak zmęczona, że nie mam siły na powtórzenie tego w tym tygodniu. W zaistniałej sytuacji umówiłam się jutro na kawę. I to we własnym mieszkaniu, więc się praktycznie nie liczy :o) Za to dwutygodniowy cykl zostanie utrzymany.

W pracy mam teraz ciężki okres… Znowu. Nawet nie chce mi się pisać co i jak, bo zmęczona jestem na samą myśl. Ale zaraz święta, wezmę tydzień wolnego i zaczniemy nowy, jeszcze wspanialszy rok 2013 :o)) Poza tym okołoświąteczna atmosfera jest nawet fajna. Nawet w robocie bywa sympatycznie.

Znalazłam wypasiony kozak na obcasie. Musi być mój!

P.S. Wkręciliśmy dzisiaj kolegę z pracy, że sama zrobiłam sobie na drutach swoje wełniane UGGi. I on w to uwierzył… Nawet doradził mi, żebym to opatentowała, zanim ktoś mi ukradnie pomysł :D oraz, żebym ciaśniejszy splot robiła przy podeszwie, to będą cieplejsze…
Są pewne granice ludzkiej naiwności, naprawdę! Tylko nie wiem, gdzie przebiegają.

Komputer mi się tnie na grze, to muszę zrobić chwilową przerwę i padło na bloga. Zaraz zamierzam wejść na kwejki, żeby nie było ;o)

Jesień już pełną gębą. Zwłaszcza dzisiaj. Jakoś się tak ostatnio zdarza za każdym razem, że jak M. musi jechać do Gdyni, to jest mgła. Upiekło mu się jak dotąd, ale pytanie, czy i tym razem się uda…? Zbaczymy w poniedziałek. Na północy już w piątek odwoływali loty, więc może… Jestem pewna, że jego druga rodzina na wybrzeżu będzie bardzo rozczarowana ;o)

Dzisiaj mamy dzień przepełniony relaksem i odmóżdżaniem aż po brzegi, ale jutro Teściowie przychodzą na obiad, więc trzeba będzie się ogarnąć.

Mamy tyle fajnych filmów i seriali do obejrzenia, ale jakoś się nam nie schodzi ostatnio. Na tapecie jest Prawo Agaty, ku memu zaskoczeniu bardzo dobry serial. O wiele lepszy od mdłej i wkurzającej Magdy M., której byłam w stanie znieść tylko jeden sezon, bo później nerwy mi wysiadły i stwierdziłam, że szkoda życia na mimozy. No i nie zapomnijmy o ukochanym Bruce’ie. Czeka na mnie Looper i w okresie zbliżających się świąt, oczywiście – Szklana Pułapka, której wszystkie części sprezentowałam mężowi jako prezent powitalny po powrocie z Madrytu. I owszem, wszystkie zamierzam trzasnąć w jeden weekend.

Wszędzie już święta. Chociaż nie widziałam jeszcze ciężarówek koka koli. Coś się spóźniają w tym roku. Chryste, przecież to już prawie 20sty! Świat staje na głowie!

Zakupiłam małżonkowi grę, która w zamyśle miała być częścią prezentu gwiazdkowego, ale się niechcący przypucowałam i zostałam ZMUSZONA do wcześniejszego podarunku. No i teraz przypomniały mi się słowa koleżanki z pracy, o.: „zasypiam na wojnie i budzę się na wojnie!”. No, ja się właśnie dzisiaj obudziłam na wojnie :o) To tłumaczyłoby mój sen:
Rzecz działa się w pociągu i wróg miał takie pociski, które przebijały wszystko, co oznaczało, że nie można się było przed nimi nigdzie schować. Ale jakoś mi się udawało uniknąć śmierci.
Oczywiście nie muszę dodawać, że M. obudził się o 7-mej rano i od tej siódmej (oddam mu sprawiedliwość i powiem, że nie cały dzień – zdecydowanie nie!) gra sobie w ten Medal of Honor. Na pierwszy rzut oka gra wydaje się naprawdę udana, a sądząc po fascynacji mojego Ukochanego, rzeczywiście taka jest. Pomijając fakt, że przeszedł ją w parę godzin, a teraz gra z innymi graczami, żeby sobie cokolwiek urozmaicić.

Przynajmniej będzie miał co robić, jak się jutro udam na pijackie podrygi z koleżanką :D Z resztą coś mi się wydaje, że nawet nie zauważy mojej nieobecności ;o)

P.S. Soundtrack z tej gry jest jednym z najpiękniejszych, jakie słyszałam!


  • RSS