kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2013

Ukrywa ciążę!

Brak komentarzy

Nawet się cieszyłam, kiedy tydzień temu opuściłam domowe pielesze i wróciłam jeszcze na jakiś czas do pracy. Ale na szczęście już mi przeszło. Już mi się znowu nie chce.
W dodatku muszę sobie kupić ciuchy ciążowe i jeśli chciałabym wyglądać w miarę jak człowiek, a nie nadmuchana poducha, to muszę odrobinę wybulić. Niby niewiele więcej niż na zwykłe ciuchy, ale mimo wszystko, muszę zmienić całą szafę, a przynajmniej jej podstawy, a wierzcie mi, że to nie jest tanie. W dodatku wiem, że raczej już nigdy więcej tych ciuchów nosić nie będę, a przynajmniej nie planuję :o) Niby mogłabym zaopatrzyć się w ubrania w tesco, ale z tego, co widziałam, to jakieś totalne szmaty, a moje przekonanie o własnej atrakcyjności z dnia na dzień leci na łeb na szyję, więc dlaczego nie miałabym czuć się na tyle dobrze, na ile to możliwe? Pozostanę więc przy mniej, a lepiej.

Wg. mojej książki, właśnie rozpoczął się okres, kiedy cały świat będzie czuł się zobligowany do dawania mi „dobrych rad”. Ma się to podobno nie skończyć jeszcze przez parę lat, a mnie już się wyczerpuje cierpliwość. Przyjmuję naprawdę idiotyczne porady dotyczące ciąży i porodu, a co śmieszniejsze, wiele z nich (zdecydowana większość) pochodzi od facetów! Nie wiem, na jakiej zasadzie czują się na tyle kompetentni, żeby mi dawać tego typu rady, ale cóż… jestem w stanie zrozumieć, że kiedyś ich partnerki/żony urodziły dzieci, ale żeby od razu doradzać co i jak? Ciekawe, czy M. też będzie tak robił, ale jakoś go w tej roli nie widzę.
Drugą rzeczą, której nie rozumiem, to łapska na brzuch bez pytania ani nawet uprzedzania o swoich zamiarach. Chryste Panie. Obmacywacze! A wiem, że będzie gorzej, bo póki co brzuch mam jeszcze niewielki.
Generalnie mogę się uważać za szczęściarę, bo nie odczuwam większości niekorzyści wynikających z bycia w ciąży. Mdłości, hemoroidy, cellulit (no, przynajmniej nie większy niż wcześniej ;o)) itp., na razie szczęśliwie mnie omijają.
Za to mogę z całą pewnością powiedzieć, że mogłabym cały czas spać, częściej boli mnie głowa, brzuch i plecy. Także chyba po prostu coś za coś. No i jem niestety za dwoje, co nie wpływa korzystnie na moją dupę, ale na razie mam inne priorytety.

Popadam w letarg. Odczuwam taką niemoc, że mogłabym cały dzień nie podnosić się z łóżka, a i tak czuję się zupełnie jakbym przepracowała tydzień bez przerwy. Zupełnie to wszystko bez sensu. Przemogłam się dzisiaj na tyle, żeby doprowadzić do porządku najbliższe otoczenie i tyle z tego dobrego.

Luty to mój „najulubieńszy” miesiąc w roku. Wtedy odczuwam najsilniejsze zmęczenie zimą i ogólne wyczerpanie fizyczne. W tym roku do wszystkiego dopisuje się jeszcze chorowanie przez ostatnie 2,5 tygodnia oraz ciąża.

Przeczytałabym Pratchetta. Przydałby się na mój aktualny nastrój, bo skończyłam po raz setny oglądać wszystkie sezony Przyjaciół i przydałoby się coś, co wypełniłoby tę pustkę. Chociaż może nie powinnam się rozpędzać, skoro w poniedziałek wracam do pracy, a mam jeszcze stosik książek, które czekają na przeczytanie. Tylko na żadną nie mam ochoty… No, może poza Agathą Raisin.

Za to dostałam dzisiaj piękny naszyjnik.

zwolnienie

Brak komentarzy

Wiosna za oknem wreszcie sprawiła, że mój organizm postanowił zacząć zwalczać wirusa i poczułam się odczuwalnie lepiej. Najwyższy już czas, bo wieczna temperatura, złe samopoczucie, ból i brak apetytu sprawiał, że zaczynało mi być żal Insekta. No bo z czego to dziecko miało rosnąć. Chyba z mojego starego tłuszczu gromadzonego przez lata, bo nowych składników, to ja biedakowi nie dostarczałam. Nie byłam w stanie. Teraz co prawda na antybiotykach, ale przynajmniej może się przykryć jakimiś witaminami i tłuszczami, więc mniejsze zło.

Jestem na zwolnieniu i najprawdopodobniej już z tego zwolnienia nie wrócę. Chyba, że z dzieckiem na ramieniu. Dziwne to. Człowiek całe życie pracuje i nie zastanawia się nad tym, ba, nawet narzeka. A teraz zaczęłam myśleć o drobnych przyjemnościach, które mnie w związku z tym ominą… Przysłania mi to jednak wizja spania do oporu, brak użerania się z szefem i tłumaczenia z tabelek, a także tony wolnego czasu na czytanie, wylegiwanie się i spacerowanie, kiedy już zrobi się ciepło. Bądź co bądź, to moje ostatnie chwile względnej wolności.


  • RSS