kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2013

Ależ miałam SZALONY tydzień. Wyszłam z domu i wróciłam PO 22! Siedziałam po zmroku tak normlanie w knajpie z INNYMI LUDŹMI i wogle! :D Ale uwaga, to nie wszystko! Miałam też gości. Siedzieliśmy na balkonie, był alkohol i śmiechy i tak dalej. Poważnie :D Tak było :D

Zaskoczona byłam też faktem, że mój lekarz chciał mi wcisnąć zwolnienie. Facet, który dwa miesiące temu odmówił mi wypisaniu go teraz przekonywał mnie, że może jednak powinnam już się nie nadwyrężać, bo da mi się we znaki temperatura i rosnący brzuch. Planowałam jednak pójść na zwolnienie dopiero na koniec maja, więc póki co trzymam się tego postanowienia. Jeśli po drodze wymięknę, to pójdę po to zwolnienie wcześniej. Przecież nic się nie stanie, bo przecież jestem okazem zdrowia. Jego słowa!

Łąka za oknem jest coraz bardziej rozorana, więc moje nadzieje poszły z dymem. Koniec z pięknymi widokami za oknem.

Jeśli komukolwiek się wydaje, że idąc na zakupy i kupując dziecku dwie pary śpioszków, spodenki i czapeczkę zagłuszę swoje wyrzuty sumienia, że nic jeszcze dla niego nie mam i wszystko zostawiam na ostatnią chwilę, to się grubo myli. Mnie się tak wydawało przez moment, muszę przyznać. Tak było do momentu, w którym nie postanowiłam zrobić listy i PODLICZYĆ jak to wszystko będzie wyglądało w ogólnym zarysie. Otóż, nie jest dobrze :D Zwłaszcza, że wózek, który ABSOLUTNIE MUSZĘ mieć i który jest wypas, ma same dobre opinie i w ogóle rols rojs wśród wózków będzie kosztował nas moją pensję. Oj taaaaam! Przecież będę go używać parę lat (bo potem może być spacerówką), a poza tym jest również gondolą i fotelikiem samochodowym, więc w zasadzie M. może Bogu podziękować, że ma taką oszczędną i zaradną żonę ;o)

Śpioszki są w Smerfy, żeby nie było, że od wczesnego dzieciństwa robię ze swojego Syna idiotę!

A poza tym, to co? Trzeba iść okraść jakiś bank, no bo ja nie wiem, kto za to wszystko zapłaci…:o)

Wczorajsze zakupy uświadomiły mi również inną rzecz. Nie nadaję się już na długie bieganie po sklepach. Godzinka odbiła się na mnie zadziwiająco silnie. Dostałam jakiejś zadyszki i czułam się jak po przebiegnięciu maratonu, a nogi opuchły tak, że nie mogłam ich wcisnąć w baleriny, które mierzyłam, odkładając w ten sposób ich zakup na poniedziałek po pracy. Pytanie „Kiedy wreszcie, gupia babo, uświadomisz sobie, że coś się zmieniło i już nie możesz tak hasać jak sarenka?!” nasuwa się samo. Jednoznacznej na nie odpowiedzi jednakowoż nie mogę Wam udzielić, gdyż nie wiem! Dlatego w przyszłym tygodniu umówiłam się wieczorem na hopsztosy z Dziewczynami :o) A co!

Ta dam!

Brak komentarzy

Dzisiaj usłyszałam jedną z najzabawniejszych rzeczy pod słońcem. Otóż, uwaga:

„A nie myślałaś o tym, żeby na macierzyńskim pracować zdalnie z domu?”

Wu ala!
Na taki pomysł mógł wpaść tylko głupi, niedzieciaty facet. Jest to tak głupie i bezmyślne, że nawet nie będę tego komentować, bo zabrakło mi słów.

Rozpoczęła się budowa osiedla za moim oknem. Co prawda do nas jeszcze nie dotarli i trochę się cały czas łudzę, że może ten kawałek łąki z drzewami nam zostawią. No weźcie noooo! Jeszcze chociaż rok bez sąsiadów i z komarami, które całymi rojami napastują nas w okolicach zmroku. Miałam się nacieszyć swoimi rattanowymi meblami (których jeszcze nie mam) i książką, sącząc verdżin margaritę i relaksując się śpiewem ptaków na zwolnieniu. Absolutnie nie zgadzam się na takie rozwiązanie, jakie mi oferuje Budimex!

Za nami dość męczący, ale i owocny weekend. Z jednej strony cieszę się, że już się skończył, a z drugiej było bardzo miło. I tylko pomysł mojej Mamy, że przyjadą do nas zaraz po przyjściu Małego Człowieka na świat, uważam za kompletnie nietrafiony i bezmyślny… Wiem, że chce „pomóc”, ale mam nadzieję, że naszej odmowy nie wzięła za bardzo do siebie.

Z nowości, to zaczyna wychodzić mi pępek. Ma to swoje plusy, być może uda mi się chociaż raz w życiu naprawdę porządnie go umyć ;o)

po czterech dniach zmyło się też moje przeziębienie. Rozczarowujące. Liczyłam na ponowne trzy tygodnie walki o życie, a tutaj hop i po wszystkim. Człowiek się nawet nie zdąrzył porządnie przestawić ;o)

Miałam dzisiaj wspaniały dzień. Najpierw recepcjonistka w mojej firmie stwierdziła, że jestem gruba, a potem (matka 20-letniej córki, która nadal z nią mieszka) zaczęła doradzać, jak mam wychować syna. Kiedy zaczęła monolog o rzucaniu mu kłód pod nogi, żeby nie myślał, że w życiu wszystko przyjdzie mu łatwo, a następnie przeszła do wręczenia 10 PLN i wyrzuceniu z domu w wieku 18-stu lat: „albo się stoczy, albo stanie prawdziwym mężczyzną”, nie mogłam oprzeć się myśleniu „Dlaczego NA BOGA ona nienawidzi mojego dziecka?!!! Nawet się jeszcze nie urodziło, więc na 100% nie zdążył jej nic zrobić!”. Na sugestię, że jej córka jeszcze z nią mieszka odpowiedziała tylko, że „dziewczynki wychowuje się inaczej”. No tak! Ktoś musi wisieć i pasożytować na tych zahartowanych przez rodziców, prawdziwych mężczyznach!
Muszę częściej wpadać do nich na górę!

Po powrocie do domu postanowiłam posprzątać dokładnie całe mieszkanie. Jakaś dziwna energia mnie przepełniała. Przysięgam, że Zołza robiła wszystko co mogła, żeby zepsuć moje wysiłki. Kiedy ja wymyłam wannę, ona zaraz wskoczyła do czyściutkiej i zaczęła sypać sierścią i się drapać; kiedy myłam podłogę ona biegała akurat tam, gdzie aktualnie wycierałam, nawet jeśli oznaczało to dążenie do celu okrężną drogą; o skorzystaniu z kuwety i rozsypaniu możliwie jak największej ilości żwirku na świeżo wyczyszczoną i jeszcze mokrą podłogę! Uwielbiam tego kota!

Nareszcie weekend, a ja nie muszę już nic robić!! :o)

Dobra! Mam oficjalnie dość życzeń świątecznych, ktore nawiązują do Bożego Narodzenia. No fajnie, no pada śnieg. To prawda, że jest go więcej teraz, niż było w grudniu, ale każdy, dosłownie KAŻDY wysłał mi życzenia o lepieniu bałwana, zająca, pisanek, albo tym podobne. Śnieg jest, zaraz go nie będzie, temperatura skoczy i nikt już nie będzie o tym pamiętał, a temat uważam za ograny na maksa.

Aż się z tego wszystkiego boję zajrzeć na kwejka, bo tam to dopiero będzie wesoło, jeśli o to chodzi.
W mojej sypialni jest pająk i będę się trzymać wersji, że wiosna już tuż tuż :o) I on jest na to żywym (jeszcze) dowodem! :o)

Nawet nie poczułam tych trzech dni wolnego. Kiepsko sypiam od jakiegoś czasu, więc się nie wysypiam. A powinnam teraz, bo zaraz skończy się laba i będę błagała o każdą dodatkową godzinkę snu. A tu dupsko, przekorny organizm odmawia współpracy.
Zaczynam coraz mocniej odczuwać swój stan, ale nie będę narzekać, bo to nic nie da.

Dzisiaj bondowy wieczór. Było już Casino Royale (uwielbiam ten film), teraz jest Skyfall i tak oto spędzamy ostatni wolny wieczór.

P.S. Wiedzieliście, że jest coś takiego, jak „Noc Konfesjonałów” i można załadować aplikację rachunek sumienia na swojego smartfona?!


  • RSS