kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2013

36

Brak komentarzy

Jak postrzeganie pewnych rzeczy przez mężczyzn i kobiety się jednak różni.
Na ostatnich zajęciach w szkółce rodzenia ja z przerażeniem słuchałam, co przyjście na świat potomka zrobi z moją fun zone (z ginekologicznego punktu widzenia), a M. się wzruszał. Wzruszał się, że już niedługo zostanie ojcem. Nie no, ja jestem jak najbardziej za, ale dlaczego to się ma odbyć moim kosztem ;o) Lekarz ginekolog, która nam wykładała tajniki porodu nie owijała w bawełnę. Na każde pytanie udzielała wyczerpującej odpowiedzi. Baaardzo wyczerpującej. Łącznie z dokładnym opisem każdej czynności i ewentualnych dodatkowych zabiegów („Jeśli wody same nie odejdą, a poród się rozpocznie zrobimy dziurkę, żeby ułatwić im odpłynięcie.”; „ŻE CO PAŃSTWO ZROBIĄ?!”). Słuchałam z otwartymi ustami.

Przez cały dzień nie ma u nas dzisiaj ciepłej wody. M. miał przemiły zimny poranny prysznic. Aż mu zazdrościłam, kiedy owinięta w ciepłą kołderkę czytałam książkę i słuchałam parskania dochodzącego z łazienki. Ja w związku z zaistniałą sytuacją siedzę cały dzień w domu i mam dzień brudasa, bo nie zamierzam przechodzić przez to samo co On, a grzać wody mi się najzwyczajniej nie chce. Miała wpaść A. i nawet mogłabym wtedy podjąć trud kąpieli, ale odwołała wizytę, więc mój ostatni argument przemawiający za został oddalony.

Zrobiłam zakupy do szpitala. Kupiłam sobie dwie piżamy (dla karmiącej matki), szlafrok, bo nie mam żadnego, w którym mogłabym się pokazać ludziom i mnóstwo gadżetów potrzebnych po porodzie. Nawet nie wiedziałam, że tyle tego potrzeba. Jeszcze pozostało mi dokupić maleńkie kosmetyki i mogę pakować torbę. Póki co zrobiłam sobie listę, na wypadek, gdyby się okazało, że bóle chwycą mnie znienacka wcześniej, a ja w panice wrzucę do walizki wieczorową sukienkę i błyszczyk i będę chciała gnać na porodówkę.
W ogóle czuję się jak tykająca bomba zegarowa, która może wybuchnąć w każdej chwili (mimo iż termin mam dopiero na za miesiąc). A moją największą obawą jest to, że wody odejdą mi w najmniej oczekiwanym momencie i zaleją np. kanapę, materac albo fotel w samochodzie. A to potem podobno gnije… Ok, wyjątkowo przyjemna notka mi dzisiaj wyszła.

No to tego… Ariwederczi.

Takie zajęcia w szkole rodzenia, to mają jednak swój urok. Nie dowiedziałam się tam niczego, czego bym już wcześniej nie wiedziała (dajmy sobie jednak pod tym względem szansę, to były dopiero pierwsze zajęcia), ale przekonałam się, że wolę rodzić naturalnie niż przez cesarkę (cel prowadzącej osiągnięty). Po wszystkich informacjach wydaje mi się to bardziej… naturalne i korzystne dla mnie i Młodego. Zobaczymy co będę mówić podczas rozrywania, płynącej krwii, skurczów i generalnie tego WSZYSTKIEGO.
Szpital bardzo ładny, świeżo wyremontowany, francja elegancja. Panie położne i prowadzące prze-sym-pa-ty-czne. Naprawdę bardzo mi się tam podoba. Nawet facet biegający po korytarzu i krzyczący „Mam Kamila!! Wooohoooo!” nadał temu miejscu dodatkowego uroku :o) Wprost nie mogę się doczekać, kiedy tam trafię ;o)

Młody rozpycha się strasznie! Jeszcze żeby to dziecko jakoś normalnie potrafiło się wiercić, kopać, cokolwiek… NIE! On musi się rozciągać, napierając nogą na moje żebra jako punkt oparcia, co powoduje, że czuję się jakby mnie miało zaraz rozerwać od środka. Od wczorajszych zajęć jest to uczucie, ktore mnie prawie nie opuszcza, więc może powinnam się cieszyć, że mam tak energicznego i silnego Syna. Tja! A może w ten sposób chce mi dać do zrozumienia, że zajęcia w szkole rodzenia nie są mi absolutnie do niczego potrzebne…?

W kwestii zakupów, to została nam jeszcze jedna większa wyprawa i jedna zupełnie malutka. Już nie mogę się doczekać :o)

35

Brak komentarzy

W sobotę urządziłyśmy z E. babyshower. Siedziałyśmy z dziewczynami na balkonie, podjadając smakołyki, popijając dryneczki (co poniektóre jednak bezalkoholowe) i świetnie się bawiąc. Było rewelacyjnie, ale jest jednak powód dla którego z reguły przyszła matka na takie imprezy przychodzi „na gotowe”. Dopiero po fakcie do mnie dotarło jaka zjebana byłam po zakupach i przygotowywaniu potraw, mimo iż E. odwaliła ogromną część roboty. I znowu zaczynam się zastanawiać, KIEDY (!!) wreszcie zrozumiem, że już nie mogę tak sobie szaleć jakbym w tej ciąży nie była. Chociaż…? Pewnie już nie zdąży to do mnie dotrzeć, bo zaraz już nie będzie o czym mówić. Mimo tego uważam, że była to baaaardzo udana impreza i fajny pomysł!

Dzisiaj mam pierwsze zajęcia w szkole rodzenia. Trochę to zostawiłam na ostatnią chwilę (czyżby?), ale co tam. Najwyżej nie dokończę ;o):D Trochę już bym chciała, żeby WIELKIE BUM było za mną. Głównym powodem jest coraz większy brzuch i zmęczenie odmiennym stanem.

Remonty w bloku ruszyły pełną parą. Dodatkowo budowa za oknem? Jest SUPER!

Muszę przyznać, że jestem pełna podziwu dla M. z jaką cierpliwością i niemą akceptacją znosi wszystkie moje kaprysy i zachcianki. Całą sobotę skręcał meble na balkon, bo postanowiłam takowe zakupić, żeby było fajnie latem, a w niedzielę obudziłam się z planem, że koniecznie MUSZĘ DZISIAJ (!!!) pojechać do ikei i wydać dużą sumę pieniędzy na w sumie sama nie wiem co :D I tak o.

Przestało mi być wygodnie z brzuchem. Baardzo cieżko jest mi znaleźć wygodną pozycję i nie mogę sobie znaleźć miejsca. Czy to na siedząco, czy leżąco, męczę się bardzo. Chyba trzeba będzie kupić wygodniejszą kanapę, może jakiś fotel… Ha ha haaaaaa! ;o) Żaaarciiik (?)
A jako wisienkę na torcie traktuję to, że zaczęłam chrapać, jak żołnierz na poligonie po trzech litrach wódki. Chrapię tak głośno, że sama siebie budzę w nocy. Obcowanie ze mną w tym okresie musi być prawdziwą sielanką. Naprawdę zazdroszczę!


  • RSS