kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2013

Kupiłabym sobie buty! Jezusie, jakbym sobie kupiła!! Takie piękne, na szpilce… I w ogóle poszłabym po zakupy „ciuchowe”. Takie normalne, a nie dla worów. Jeszcze niestety będę musiała z tym poczekać. Zupełnie jak ze spaniem na brzuchu za czym już tęsknię straszliwie. Tylko, że teraz nie będzie mi w tym przeszkadzał wystający brzuch z pasożyem w środku, tylko boląca mleczarnia i różne inne „wydzieliny”.

Dzisiaj obchodzę z M. trzecią rocznicę ślubu i z tej okazji On padł i śpi, a ja grzebię w sieci i zastanawiam się co by tu kupić. Biedaczysko ma bardzo ciężki tydzień i jak go zobaczyłam po powrocie z pracy, to aż mi się żal zrobiło i nawet nie miałam serca robić awantur. Mamy tu bardziej Świt Żywych Trupów niż Sex w Wielkim Mieście, ale nie szkodzi. W sumie wiedziałam, że tak to będzie wyglądało.

Wszyscy mi mówią, że mam nie rodzić do piątku. Powody tych nakazów są różne, a to wizyta, a to rozpoczęcie urlopu, a to co innego. A właśnie, że zrobię na złość! Nie dość, że urodzę wcześniej, to jeszcze dziecko będzie czarne i na dodatek dziewczynka. O! ;o)

Pogoda robi się coraz gorsza. Mają wrócić upały i już z nami zostać. Znając życie będę rodzić w 40-stostopniowym upale. Na szczęście wyczytałam, że za niewielką dopłatą można włączyć klimatyzację na sali porodowej w szpitalu, który wybrałam. W przyszłym tygodniu (o ile nie rozpakuję się wcześniej. Ha!) sprawdzę to naocznie, jak przyjadę na badanie i wtedy się wszystko okaże. Mam nadzieję, że to prawda, bo jeśli nie, to nie wiem… Odmawiam współpracy!

Dzisiaj jechałam z taksówkarzem, który mnie zapytał, czy czekamy jeszcze na Małżonka, czy jedziemy od razu… Ja rozumiem, że swojego czasu jeździliśmy taksówkami naprawdę sporo, ale żeby aż tak? :D

Młody Potwór waży wg. wyliczeń komputerowych (które z reguły są zawyżone i tego się będę trzymać!) 3950!!! Chryste Panie, przecież to to może jeszcze przytyć z pół kilograma do porodu. Ja nie wiem co ja z tym zrobię. I wyobraźcie teraz sobie nosić 5kg na brzuchu dzień i noc. I niech mnie ktoś jeszcze zapyta czy mi jest wygodnie, albo jak się czuję. Proszzzzz! ;o)

Mąż mi tutaj organizuje rozrywki na weekend i z uporem maniaka nie przyjmuje moich argumentów PRZECIW! Ale jeśli nie przekonuje go fakt, że imprezki 6 dni przed terminem to nie do końca jest to, o czym marzę, to ja już nic lepszego nie wymyślę. Naprawdę.

Mój Ojciec nauczył swoją pierworodną wnuczkę jej pierwszego przekleństwa! Jestem z niego naprawdę dumna :o) Pocieszałam go, że mojego syna będzie mógł uczyć czego tylko będzie chciał, ale chyba na niewiele się to zdało. Przejął się jednak Chłop swoimi umiejętnościami dydaktycznymi, oj przejął.

Dobra, wiem, że nie można narzekać w nieskończoność i naprawdę nie chcę być jedną z TYCH kobiet, ale ileż można! Jest mi tak strasznie niewygodnie, że nawet nie wiem jak to opisać. Absolutnie w żadnej pozycji nie jest mi wygodnie i wszystko mnie boli! Mam dość!!!
Nawet jestem w stanie zrozumieć dlaczego natura tak to wszystko zorganizowała. Żeby poród nie wydawał się kobietom taki straszny i przestały się go bać. W chwili obecnej byłabym w stanie znieść jakikolwiek ból bylebym wiedziała, że się kiedyś skończy, a nie takie trwające pitu pitu. Skórcze i tak mam na tym etapie prawie cały czas. Pomijając problemy z oddychaniem, bo płuca uciska mi macica (chrysusie przenajświętszy!!!). Na dodatek nos mam ciągle zapchany, co nie ułatwia oddychania. Spanie jest prawdziwą przyjemnością. „Wyśpij się na zapas”, dobre sobie! Następnym razem wyśpię się pewnie za 7 lat, więc jest to jakiś cel w życiu :o))

No, ponarzekałam sobie i od razu lepiej się poczułam.
To teraz mogę pójść na stronę merlina i w ramach pocieszenia zakupić tam trochę lekkiej wakacyjnej literatury dla siebie i M., której niedługo i tak nie będziemy mieli siły czytać.

Ale miałam dzisiaj sen!
Otóż śniło mi się najpierw, że podwładny M. wysyłał do nas pełną pretensji korespondencję, żebyśmy nie podawali jego adresu jako korespondencyjnego dla różnych instytucji, bo on potem musi nasze listy odbierać! A to skandal przecież.
A potem śniło mi się, że (między innymi w tej nieprzekierowanej korespondencji) był list z komendy głównej policji. Na początku myślałam, że to M. dostał zdjęcie z fotoradaru z dodatkami, a tutaj się okazało, że list był do mnie. DOstałam „Dyplom Wzorowego Kierowcy”, który był wytłoczony na papierze, na jakim się kiedyś dostawało świadectwo ukończenia klasy. Piszę, że kiedyś się dostawało, bo nie mam pojęcia, jak teraz wyglądają świadectwa. Jako dodatkowy bonus do w.w. dyplomu dostałam 30% zniżki na ubezpieczenie samochodu. No, moi drodzy. Może się ktoś z Was pochwalić tym, że jest dyplomowanym wzorowym kierowcą? Bo ja mogę! Mimo iż za kółkiem nie siedziałam 10 lat, to mogę! :o)

Dzisiaj byłam na ostatnich badaniach. Ufff, co za ulga, że nie będę musiała już co miesiąc latać na krew. Nie znoszę, nie znoszę, nie znoszę jej pobierania. Chociaż po 9-ciu miesiącach, jakoś lepiej na to reaguję, muszę przyznać. Znacznie lepiej. Teraz jeszcze tylko z raz po porodzie i będzie po krzyku. Hłe hłe hłe. Ciekawe, jak Junior to zniesie…

Zamontowaliśmy z M. rolety w sobotę. Są przepiękne. I tak! Będę się upierać, że zamontowaLIŚMY! Ktoś w końcu musiał podawać wkrętarkę, plasticzki, a okazjonalnie podtrzymywać roletę i określać, czy została zawieszona prosto. Bez mojej pomocy to na pewno nie poszłoby tak gładko. O nie nie nie.
Teraz sobie wiszą, piękne. W kolorach szarym i fioletowym i idealnie pasują do nowej kanapy.

Nie czuję się dzisiaj najlepiej.

Tak się martwiłam, że nie zdążę już truskawek w tym roku zasmakować, a tutaj w warzywniaku niespodzianka. Nie dość, że truskawki, to jeszcze czereśnie wielkie jak śliwki (niech żyje GMO!), borówki, a i malynki już są, więc było w czym wybierać. Nie wszystko na raz, bo wiadomo – jutro też jest dzień, ale miła ta świadomość. Tylko coś szparagi chyba już się skończyły… Nie znam się na tych sezonach!

Dzisiaj jestem na wagarach. Nie poszłam do szkoły rodzenia, bo mi się nie chciało, a poza tym stwierdziłam, że raz se mogę pozwolić. Pominę fakt, że była dzisiaj u mnie O., z którą się nie widziałam dosłownie LATA całe i trzeba było to uczcic! Za tydzień kończymy, to pojdę na odebranie dyplomów i ostatnie wykłady i jestem uprawniona do porodu, będę miała nawet na to papiery. Szkoda tylko, że zwolnienia z egzaminu głównego nie mogę sobie załatwić. Albo po prostu na niego nie pójść.

Dopiero w ten weekend udało mi się po raz pierwszy „zjeść grilla”. Skandal! W lipcu! Taka sytuacja nie może się już nigdy powtórzyć!
Sobota leniwie spędzona na trawie, w miłym towarzystwie i (szaleństwo!) z połową kieliszka białego schłodzonego wina, to było to! Nawet moje zsiniałe już prawie i napuchnięte stopy nie były w stanie mnie powstrzymać… no, może nie do końca tak to wyglądało, ale i tak długo wytrzymałam! A stopy puchną mi straszliwie. Na szczęście PODOBNO to przechodzi po porodzie… zobaczymy.
Niedziela w Leroy. Syndrom wicia gniazda ciąg dalszy. Na szczęście spotyka się to z całkowitą akceptacją mojego męża, który nic nie mówi, tlyko wyciąga portfel ;o)

Jak oduczyć kota drapania kanapy…?

Nie potrafię ładnie ludziom odmawiać. Takie wnioski mnie naszły po minionym weekendzie.
Pojechaliśmy z M. do ikei. No bo gdzieżby. Tam, po zakupieniu tego i owego udaliśmy się w kierunku firmy transportowej, w celu zamówieniu usługi dowozu, wniesienia oraz montażu, gdyż uznaliśmy oboje, że naskręcaliśmy się już w życiu zbyt wielu mebli i teraz chcemy mieć wszystko gotowe bez naszego udziału. Ku memu zaskoczeniu przy przejściu do transportu zaczęło nas nagabywać dwóch cwaniaków („może transporcik?”). Od razu skojarzyło mi się to z naganiaczami na lotnisku („może taksóweczka potrzebna?”), a że nie znoszę takiego cwaniactwa nie skorzystam, chociażby mi mieli to przywieźć na darmo. Nie znoszę i już!
Pomijam też fakt, że chcieliśmy zmontować te meble, a jestem pewna, że owi „panowie” nie oferują takich usług, a nawet jeśli, to ja bym ich przez próg własnego domu nie przepuściła.
Nagabywana przez jednego i drugiego, uśmiechnęłam się więc uprzejmie i podziękowałam za propozycję. Panowie najwyraźniej posiadali jednak żyłkę do interesu, bo nie dali zbyt łatwo za wygraną. Po ponownej odmowie jeden z nich zaczął do mnie wykrzykiwać jakieś epitety i tu się zaczęłam zastanawiać. Co ja w sobie takiego mam, że przydarzają mi się takie rzeczy. Kiedyś zwyzywała mnie pani żebrząca na nowym świecie, jak odmówiłam dania jej pieniędzy (kiedyś już jej dawałam i potem męczyła mnie przez 20 minut historią swojego życia, nie dając odejść).
No bo jakim to trzeba być człowiekiem, żeby zwyzywać ciężarną tylko dlatego, że (podkreślam!!!) uprzejmie odmówiła skorzystania z oferowanej usługi. Może po prostu wzbudzam w ludziach agresję i tyle :o)


  • RSS