kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2013

Czuję się jakbym miała bardzo wymagającego i niecierpliwego szefa, który wymaga ode mnie czegoś 24/dobę. Ja rozumiem, że urlop macierzyński, to nie wakacje na Malediwach i powinnam ten rokżycia poświęcić dziecku, ale czasami ciężko tak na to patrzeć.

Ataki kolki są coraz gorsze i zastanawiam się, czy nie wyświadczyłam mojemu Dziecku niedźwiedziej przysługi aplikując mu infacol. Pczekam przepisowe 3-4 dni. Podobno tyle zajmuje temu preparatowi, żeby zacząć działać. W każdym razie wczoraj było naprawdę strasznie. Jeszcze tak go nie bolało. Młody krzyczał z bólu i niewiele pomagało noszenie na rękach, masaż pogarszał sprawę do tego stopnia, że Dziecina zaczynała piszczeć z bólu, w końcu parę kropel espumiasnu pomogło na tyle, że zdołaliśmy się 1,5 godzinki zdrzemnąć, a potem to już co 30-40 minut pobudka do Małego i przystawianie do cyca, bo to był jedyny skuteczny sposób na uciszenie płaczu. Dzisiaj nie może znaleźć sobie miejsca. Ani nie ma ochoty na noszenie, ani leżenie, ani wycieczki w wózku. Chwilowo udało mi się go uśpić, ale pewnie nie potrwa to długo.
Padam na twarz, nogi włażą mi do dupy i generalnie nastrój padł.

Wcale się nie dziwię reakcjom „dzieciatych”, którzy komentują sprawę: „współczuję ci. ja bym nie chciał/a cofnąć czasu za nic na świecie”. Przyłączam się do tych wywodów. Kiedy już będziemy mieć za sobą ten najtrudniejszy okres też będę tak mówiła.
I nawet nie mogę się napić, żeby znaleźć pocieszenie. O zjedzeniu czegoś dobrego nie wspomnę.
Kobiety mają przesrane!

Brak komentarzy

Dzisiaj jestem w kompletnej rozsypce. Minęła 13, a ja nie zrobiłam kompletnie NIC! W mieszkaniu syf, ja w piżamie nieogarnięta. Powód? Dzień słodkiego lenistwa? O nie nie nie!
Mały ma kolki, cały się pręży i wygina z bólu, a ja nie wiem jak mu pomóc. Masaże nie pomagają, ciepłe okłady tylko na chwilę, espumisan to samo. Potomstwo ryczy, a jak mi się go uda uspokoić i uśpić, to za chwilę kolejny atak bólu niszczy moje wysiłki. Tak było przez prawie całą dzisiejszą noc i poranek.
Oboje jesteśmy wykończeni i brak nam cierpliwości. Na domiar złego tracę pokarm, a zaistniała sytuacja tylko mi w tym pomaga.

Niech to Dziecko będzie już starsze i niech problemy z żołądkiem się wreszcie skończą!

23

Brak komentarzy

Oduczamy Małego zasypiać na rękach. Jest naprawdę ciężko, ale skoro sie Dziecina nauczyła, to trzeba oduczyć. A strasznie szybko sie nauczyła, trzeba przyznać. Wystarczył tydzień, a potomstwo w większości przypadków ma już wyrobiony nawyk i inaczej nie zaśnie. No nie ma bata!
W związku z powyższym podnosiłam go już dzisiaj wieczorem chyba ze sto razy. M podobnie.
Musimy być wytrwali. Chyba nie pozwolimy się pokonać jakiemuś niedorostkowi! :o)

W ogóle miłość do dziecka mnie dzisiaj przepełnia. Najpierw od 1 do 5 nie pozwolił nam zasnąć. Następnie od 8 do 15, z krótkimi przerwami na drzemkę. Potem przyszła E, więc niemowlę było aniołkiem (zawsze jest przy gościach!). 5 minut po jej wyjściu – awanturka. I tak mamy do tej chwili.

Ciężka to będzie batalia, oj ciężka.

Niech mi ktoś przypomni, dlaczego chciałam mieć dziecko…? ;o)))

Tak to ma wyglądać, tak? Jeden dzień spokoju, a potem cała noc i dwa dni wyjęte, bo Dzidzia przechodzi okres tęsknoty za Matką, kiedy ta tylko zniknie mu z oczu. Wydawało mi się, że to przechodzą dzieci około pierwszego roku życia, a nie niespełna trzytygodniowe bobasy, ale nasz Syn udowodnił nie raz, że On wyprzedza swoich rówieśników i pewne rzeczy przechodzi szybciej. Oby tylko nie dwa razy i dlaczego tylko te najgorsze?!

Dzisiaj spałam 3,5 godziny, bo musiałam całą noc spędzić nosząc Potomstwo na rękach. Nie dawał się położyć do łóżka za żadne skarby. Dodatkowo dowiedziałam się, że mieszkamy obecnie w NAJGORSZEJ okolicy do spacerów z niemowlakiem. Budowa toczy się pełną parą ze wszystkich stron naszego osiedla, dodatkowo nie wszystkie mieszkania są zaludnione, w związku z czym ludzie się remontują. Nie ma więc spokoju ani w domu, ani w jego okolicach, a jak próbowałam się oddalić, to przejeżdżały koło nas ciężarówki i inne barachła. Biedne Dziecko nie miało ani chwili spokoju. A w nocy spać nie chce. I co tutaj zrobić…? Przeprowadzić się?

Jutro mamy wizytę położnej środowiskowej. Ciekawa jestem na czym taka wizyta polega. Będzie mi zaglądała w kąty i sprawdzała, czy dziecko ma dobre warunki wychowawcze? Nie wiem.
Wiem natomiast tyle, że Pani Położna stwierdziła, że komunikacyjnie mieszkamy niekorzystnie, w związku z czym ona musi przyjechać karetką! Tak się powodzi w tej przychodni, że karetki wożą pracowników na wizyty, zamiast czekać w pogotowiu na potrzebujących pacjentów. A co! Już myślałam, że mnie poprosi o to, żebym po nią przyjechała albo co.

15

Brak komentarzy

No i powolutku dobiega koniec urlopu M. Zostanę skazana na samotną nocną walkę z Potomstwem, bo przecież nie zrzucę tego na barki biednego zapracowanego Ojca. No, na pewno nie w tygodniu, bo w weekendy… :o)) Muszę jednak przyznać, że jeśli chodzi o nocne uspokajanki, to M. ma więcej cierpliwości niż ja. Ja muszę po jakimś czasie modstawiać Młodego i iść do drugiego pokoju się uspokoić. Zmęczenie daje o sobie znać i cierpliwość się kończy.

No nic, trzeba zacisnąć zęby i przez to przejść. Przed nami jeszcze cudowny okres ząbkowania, kolek, choróbsk i inne nocne atrakcje, które każdy z rodziców tak bardzo lubi. Doszłam do etapu, w którym współczuję wszystkim ludziom, którzy jeszcze nie mają dzieci i wszystko to dopiero przed nimi. Teraz się wysypiają cwaniaki, ale jeszcze to ja będę się śmiała, wtulając głowę w poduszkę ;o)):D

Wczoraj przyjechała do nas A. i Młody zachowywał się jak przystało na dobrze wychowanego młodzieńca, t.j. przespał całą jej wizytę jak mały aniołek, raz tylko budząc się na karmienie i zmianę pieluchy, po czym od razu uderzył w kimę. No, Anioł, nie Dziecko. Tak właśnie miało wyglądać moje życie z niemowlakiem, a nie! Muszę jeszcze raz przejrzeć umowę, którą zawarłam z siłami wyższymi. Może jest jakiś tekst drobnym drukiem, którego nie doczytałam…

11-sty dzień

Brak komentarzy

Po wczorajszym sajgonie dzisiaj mamy chwilę odpoczynku. No, ale rozumiem, że potomstwo zlitowało się nad starymi i pozwoliło doładować akumulatory przed kolejnym występem. Ludzki Pan.
Łatwo nie jest, ale nie jest to żadnym zaskoczeniem. Nie wiedziałam tylko, że momentami będzie aż tak ciężko. Generalnie jest to chyba jakiś temat tabu, bo oczywiście dopiero teraz słyszę głosy doświadczonych rodziców, jak to wygląda naprawdę. Ba! Mało tego! Niektórzy mówią nawet, że będzie już tylko gorzej… I najgorsze jest to, że to nie są żarty.
Prawdą jest jednak to, że wystarczy jeden bezzębny uśmiech, a człowiek zapomina o wszystkich niedogodnościach i znojach, przez które musi przejść, żeby to to małe wyrosło na ludzi.

Dzisiaj pierwszy dzień bez baby blues’a. Nie będę chwalić dnia, wszystko może się jeszcze zdarzyć, ale chyba już jest lepiej. Oczywiście ogrom zmian w życiu nadal mnie przeraża, ale już nie płaczę na samą myśl, że M. wróci do pracy (do normalności) i zostawi mnie samą ze ssakiem, skazaną tylko i wyłącznie na towarzystwo płaczącego noworodka. Nie ja jedna przez to przechodzę. Na szczęście stara dobra M. urodzi we wrześniu, to będziemy mogły umawiać się na spacerki i wymieniać doświadczeniami. No i nie zapominajmy o mojej towarzyszce niedoli P., mojej szpitalnej współlokatorce.

O swoim Dziecku mogę na pewno powiedzieć dwie rzeczy:

1. Jest niezwykle punktualny (postanowił zagrać wszystkim na nosie, a zwłaszcza swojemu rodzonemu Ojcu i przyszedł na świat dokładnie w terminie.

2. Jest bardzo niecierpliwy i jak nie ma czegoś OD RAZU (!), to się bardzo denerwuje.

Pierwszy tydzień za nami (Chryste, znowu będę liczyć swoje życie w tygodniach!). Bywa różnie, ale generalnie myślę, że ok. Na jedną rzecz nie byłam tylko kompletnie przygotowana. Absolutnie nie brałam pod uwagę, że dam się ponieść poporodowej płaczliwości i huśtawkom hormonów. Okazało się, że a i owszem!! Podobno stan ten trwa około dwóch tygodni. Mam nadzieję, że mi przejdzie, bo na Boga świętego muszę się wziąć w garść i opanować. M. się ze mnie śmieje, bo ma dwoje płaczków w domu, ale przynajmniej mam w nim oparcie. Nie mam pojęcia, jak radzą sobie z tym kobiety, które nie mają nikogo. Po prostu nie wyobrażam sobie tego.

Żeby przestać myśleć o tym „dokąd teraz zmierza moje życie” idziemy przewietrzyć głowy! Po prawie tygodniu spędzonym w domu (nie licząc wyjazdu do lekarza) czuję, że muszę coś zrobić!


  • RSS