kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2014

Wyjście z Dziewczynami było… dziwne. Nie wiem, czy to wina wypitego wcześniej piwka, czy nastroju. W każdym razie idąc na piwo zastanawiałam się, co ja tutaj właściwie robię. Patrzyłam na tych wszystkich ludzi, którzy szli na umówione spotkania i zapewne będą się świetnie bawić i myślałam sobie, że kiedyś też tak miałam. Wychodziłam parę razy w tygodniu, spotykałam się ze znajomymi, spędzaliśmy czas naprawdę świetnie, ale chyba mój czas jako party animal już minął. Oczywiście nie mówię tutaj, że powinnam owinąć się w bandaże i zamknąć w trumnie, bo moje życie się skończyło ;o) Mam na myśli to, że nie mam już na to siły. Opieka nad dzieckiem wyciąga ze mnie tyle, że chwilowo nie mam sił na strojenie się, makijaż i wysiłek towarzyski. Dodatkowo spotkanie potoczyło się dziwnym torem i pozostawiło po sobie lekki niesmak. Nie wiem…
Chyba chwilowo zrezygnuję z wyjść. Może jak zrobi się ciepło, lato, to nabiorę więcej chęci.
Na pewno!

Nie oznacza to jednak, że zrezygnuję ze spotkań, o nie nie nie! :o)

A. wychodzi jednak 6 zębów, nie 4, jak myślałam wcześniej. Niechętnie pokazuje, co Mu tam w gębie gra, ale ostatnio zauważyłam biel pod dziąsłami na dole. Także za jakiś czas będzie miał z przodu komplecik. I pozostanie już tylko 12 zębów.

Daba di Dadi dam.

Brak komentarzy

Ależ oczywiście, że napisałam wczoraj, że Młody radzi sobie z przeziębieniem. Ależ oczywiście, że dzisiaj Mu się pogorszyło. Dlaczego ja wciąż naiwnie wierzę, że sytuacja się nie spieprzy, jak Go pochwalę?! Przecież po tylu miesiącach, to już zakrawa na masochizm! Albo jestem tak głupia, albo tak nawina, że wciąż powtarzam te same błędy!

Wczoraj musiałam zbierać całą swoją miłość i cierpliwość, żeby Go nie zabić. Marudził, wspinał się na wszystko (głównie na mnie), sam nie do końca mógł sobie znaleźć miejsce. Było strasznie. A kiedy już Go położyłam spać, to budził się ze cztery razy, więc wykończona dałam Mu wreszcie IBUM. Wspominałam, że zęby Mu wychodzą? Cztery naraz? Dwa już się przebiły, ale pozostałe dwa weszły właśnie w ten najgorszy moment. Są pod samymi dziąsłami, więc Młodego najbardziej boli.
A zęby zaczęły Mu bardziej dokuczać, gdyż rozmawiałam z Mamą i powiedziałam, że: „znosi ząbkowanie bardzo dobrze!”
No sami powiedzcie! Czy można być aż tak głupią i w ciągu jednego dnia popełnić te same błędy DWA RAZY?!!

W związku z czym wymyśliłam, że jak mnie ktoś będzie pytał o Dziecko, a z Dzieckiem będzie dobrze będę odpowiadła Pomidor.
W miarę możliwości nie pozwolę sobie nawet pomyśleć (!), że jest dobrze.
A najfajniejsze jest to, że jest dopiero 9, a ja już nie mam na nic siły. Jestem zmęczona, wykończona psychicznie i oddałabym wiele, żeby ktoś do mnie przyszedł i zabrał Synka na parę godzin w jakieś fajne miejsce.

To już chyba najwyższy czas wyjść na piwo, dla podniesienia morale!

Choróbsko Potomka źle wyglądało tylko pierwszego dnia. Potem albo się przyzwyczaił, albo pomagają witaminy, spreje, fridy i inne dziadostwa. Generalnie – dajemy radę!
Nawet udało Mu się zarazić i Mamusię i Tatusia, także cała rodzina choruje.
Niektórzy fizycznie, inni psychicznie. Zołzie się pogorszyło i spędziła całe święta na balkonie, warcząc, sycząc i charcząc na każdego, kto tylko pojawił się w oknie. W pewnym momencie jej syki było słychać nawet, kiedy któreś z nas poruszyło ręką, a na Młodego, to była tak cięta, że aż się popluła. To było straszne. Już myśleliśmy, że będziemy musieli ją uśpić, ale podjęliśmy ostatnią próbę ratowania kociaka i dzień pierwszy można uznać za zakończony sukcesem. Zobaczymy, co będzie dalej.

Padam! Ledwo żyję i mam serdecznie wszystkiego dość!!
A. w nocy dostał mega kataru! Glut ciągnie Mu się do pasa, ani wydmuchać, ani wciągnąć – generalnie dupa blada. Męczy się Dziecina strasznie. Cała noc zarwana, w dzień ledwo co podrzemał. Teraz chwilowo udało mi się Go położyć, ale tak naprawdę w każdej chwili może się obudzić i nie jestem pewna, czy zdążę napisać choćby tę notkę.
Wykupiłam pół apteki, na razie efekty mierne. Nawilżacz powietrza zepsułam, więc nie pozostanie mi nic innego, jak powiesić mokry ręcznik na kaloryferze i postawić koło łóżeczka garnek z gorącą wodą i rumiankiem. A i tak wiem, że nic to nie da i znowu będę musiała nosić Malucha przez pół nocy.
Ciężko oboje znosimy ten pierwszy katar.

Dziękować Sile Wyższej, że chociaż siedzi samodzielnie. Zawsze to łatwiej odciągnąć katar, sam przecież wypłynie, niż gdyby był leżącym tylko noworodkiem. Zaraz pewnie byłoby jakieś zapalenie ucha, albo inne dziadostwo.
Nie wiem, czy nie wykorzystam swojego zamrożonego mleka, kótrego zapomniałam dać Małemu wcześniej. Tam są jakieś przeciwciała (o ile przeżyły zamrożenie (?)), więc może to coś pomoże.
Nie jest to chyba najgorszy nasz dzień, ale zdecydowanie plasuje się w czołówce. Mam ogromną ochotę odpocząć, odmóżdżyć się, poczytać książkę, chociażby porelaksować. I sączyć drinka z palemką.
A tu dupa.

P.S. Właśnie zdrapałam sobie zaschniętego gluta z szyji. Fajosko.

Dawno nie padałam na cycki tak jak dzisiaj. Ostatnio w ogóle chodzę zmęczona, ale dzisiaj, to już jest koszmar jakiś.
Junior odkrył nową umiejętność – wstawanie. Trzyma się kanapy, stołu, łóżeczka i wstaje. Z tym, że opadanie jest już mniej kontrolowane. Tak się tą nowym nabytkiem jara, że robi to w zasadzie cały czas, a my z M. musieliśmy dzisiaj za Nim latać i pilnować, żeby krzywda Mu się nie stała i, żeby kot nie popadł w nerwy. Bo kot w dalszym ciągu, pomimo ciągle zwiększanej dawki leku, popada w nerwy. Z tym, że bez porównania spokojniej, niż kiedyś. Kiedyś to była furia, a teraz jest to po prostu „wyrażanie swojego niezadowolenia”.
Nie myślałam, że będę z rozrzewnieniem wspominała czasy, kiedy Dziecina leżała bez ruchu na macie edukacyjnej, a ja mogłam sobie czytać książki. Wtedy nie mogłam się doczekać aż będzie starszy, a teraz już sama nie wiem :D Jak zacznie chodzić, to dopiero będzie masakra. Widocznie każdy etap ma swoje wady i zalety.

Urodzinowa kolacja z Małżonkiem udała się bardzo. Niestety po powrocie do domu musiałam zająć się Maluchem, który odmówił współpracy z Dziadkami i nie dał się uśpić. Czekał grzecznie, oglądając telewizję na dziadkowych kolanach i sie doczekał.
Natomiast wczorajsze popołudnie u Rodziców B. baaardzo sympatyczne. A. zachowywał się jak mały anioł do jakiejś 19:30, kiedy to najwidoczniej stwierdził, że koniec tego dobrego i zaczął się drzeć. Nie dało się z Nim nic zrobić, więc zapakowaliśmy się do samochodu i wróciliśmy do domu, gdzie wykąpał się, zjadł i padł.
A teraz delektujemy się The Following i pewnie niedługo pdnę jak długa, bo już ledwo na oczy patrzę. A chciałam sobie jeszcze pomalować paznokcie. Echhhh. Ciężkie to moje życie.

Ależ miałam dzisiaj od rana korespondencję z Panem z Allegro. Rzecz rozchodziła się o półkę zamówioną przeze mnie ponad miesiąc temu, a której ani widu, ani słychu. Wysłanych pieniędzy oraz jakiejkolwiek wiadomości od sprzedającego również. Pan się oburzał, powoływał na nieistniejące wpisy na stronie (sprawdzone przeze mnie dwukrotnie – nie było ich) i wreszcie zgodził się oddać pieniądze, obraziwszy się, że zakupu dokonałam dla żartu. Może być, że i dla żartu, chociaż bardziej przyznaję ubawiłam się podejściem rzeczonego Pana do klienta. Może i nawet zgodziłabym się na wysłanie tej półki w przyszłym tygodniu – zarzekał się, że ją dostanę, ale nie lubię jak się mnie traktuje jak dziecko.
Juz na pewno nigdy nie kupię nic na allegro nie sprawdziwszy wcześniej komentarzy. Facet miał mnóstwo, w związku z czym wyszłam z założenia, że pewny sprzedający. Okazało się jednak, że mnóstwo tam negatywów.

W sobotę wybieramy się na obiad do Rodziców B. Przyznaję, że cieszy mnie ta wizyta. O wiele bardziej jednak cieszy mnie to, że M. zgodził się pomóc mojemu dawnemu Przyjacielowi, z którym kontakty urwały się m.in. przez M. Może wreszcie przełamią lody i będą znosić nawzajem swoje towarzystwo…?
Lepszego prezentu M. nie mógłby mi dać :o)

„Czasem słońce, czasem deszcz”, a ja dzisiaj miałam na spacerze i jedno i drugie. W pewnym momencie jednocześnie. Zwariować można. Kompletnie nie wiem, jak mam się ubierać na taką pogodę, co zaowocowało tym, że dzisiaj coś mnie kręci w gardle. Z Małym nie mam problemów, Jego po prostu ubieram cieplej niż siebie i tyle.

Trochę nudno dzisiaj, ale cóż :o)

* Dłubie sobie w nosie (i wydłubaną zawartość wyciera w kołdrę/dywan/poduszkę).
* Siedzi samodzielnie. Początkowo spadał na twarz albo tył głowy, ale po dwóch tygodniach asekuruje się rękami i nie odnosi obrażeń tak często jak na początku.
* Piszczy jak mała dziewczynka.
* Tonuje wydawane z siebie dźwięki.
* Bawi się zabawkami interaktywnymi.
* Postawiony na nóżkach jest w stanie sam się utrzymać przez parę sekund oparty o krzesełko albo kanapę. Natomiast trzymany pod paszki wykonuje już coś w rodzaju kroków i skacze.
* Mówi mamama/bababa.
* Pełza z prędkością światła.
* Wyrabia się u Niego poczucie humoru.
* Potrafi bezpiecznie przejść z pozycji siedzącej do pełzającej/raczkującej.
* Potrafi zmienić ustawienia w moim telefonie oraz tv tak, że ciężko dojść do pierwotnych.
* Zaczyna łobuzować. Kiedy wie, że czegoś nie może próbuje nas oczarować, żebyśmy Mu jednak pozwolili.
* Raczkuje.
* Kiedy coś jemy, to patrzy tak, jakby chciał telepatycznie wyrwać nam jedzenie z ust. To trochę tak jakby jeść patrząc w oczy głodnemu szczeniaczkowi. Aż jedzenie w gardle staje.
* Staje na kolankach.
* Bardzo lubi literaturę. Najbardziej smakują Mu grube, kartonowe egzemplarze.


  • RSS