kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2014

Poniedziałek był dniem pełnym emocji. Na śniadanie dowiedziałam się, że mój Syn ma dziewczynę!! Dzisiaj, kiedy przyszliśmy do żłobka, w tym samym czasie weszła do budynku mama z małą córeczką. Dzieci najpierw okazały ogromną radość na swój widok, potem podeszły do siebie, oparły się o siebie czołami, spojrzały głęboko w oczy, a potem się cmoknęły… Prawie padłyśmy, kiedy to zobaczyłyśmy.
Wybranka ma na imię Zosia, ma 11 miesięcy i w żłobku jest od zeszłej środy. Tylko parę dni, a Młody już wyrwał nową małolatę :o)
Jej Mama jest też bardzo sympatyczna.

Z tych emocji jakiś nerwoból mnie chwycił i nie mogę wziąć głębszego oddechu. Zupełnie jakby mi się stalowa obręcz zaciskała na klatce piersiowej. Straszne to. Czy mam jakieś stresy? Mnóstwo! E. zapytała mnie o to dzisiaj, a ja odruchowo zaprzeczyłam. Ale potem, jak się zastanowiłam, to stwierdziłam, że nie odczuwam tego tak mocno, ale bardzo stresuję się pracą, szefem, niedosypiam od trzech tygodni i prawda jest taka, że jestem chodzącym trupem. Dodatkowo wczoraj wieczorem mieliśmy poważną rozmowę z M. i jakoś takoś…
Niefajne to wszystko.

Dlatego teraz raczę się piwem, mimo iż powinnam spać i nie pić w tygodniu, czekam aż zrobi się pranie i idę spać. Ale prasowanie sobie odpuszczam.

Niedziela

Brak komentarzy

No i proszę bardzo. Jest katar! Noc była taka sobie, ale daliśmy radę. Zobaczymy jak będzie dalej. Póki co nie zamierzam brać zwolnienia. Idzie jutro do żłobka przekazywać chorobę dalej, jako i Jemu przekazano w czwartek/piątek.
Idź Synu, czyń dobro!

Miały być dzisiaj Mazury, a będzie dupa zbita.

Pierwszy pięciodniowy tydzień pracy zaliczony w pełni. Bez wpadek ze strony Dziecięcia ani nic takiego. No, nie licząc drobnego wypadku, kiedy to Latorośl wywaliła się podczas igraszek w ogrodzie i zdrapała nos. Pacjent przeżyje :o)
Jednak wczoraj, kiedy oddawałam Go do żłobka widziałam dziewczynkę z glutem do pasa, więc spodziewam się wszystkiego w najbliższych dniach.

Nowa siedziba zaskoczyła mnie. Spodziewałam się czegoś dużo gorszego. Bardziej klaustrofobicznego (jeśli w ogóle można coś takiego powiedzieć o open space). A tutaj wszystko nowe, piękne, pracuje się zadziwiająco dobrze. Nie muszę wreszcie wiecznie znosić oddechu mojego szefa na plecach, tylko na spokojnie od czasu do czasu widzieć Go, w Jego malutkim szklanym pokoiku, ew. zanieść jakiś raporcik.
Zdziwiło mnie też to, że przebywanie w jednym biurze (bez podziału na piętra, jak było do tej pory) naprawdę sprzyja integracji. Myślałam, że będziemy jednak podzieleni na kasty, jak do tej pory. Poza kilkoma międzyklanowymi znajomościami raczej nie widywałam razem ludzi z różnych działów. A teraz jest inaczej.
Nic nie łączy tak, jak wspólna kuchnia ;o)
Z parkingiem również jest dużo lepiej, niż koło galerii. Jest sporo „miejskich” miejsc parkingowych i co najmniej kilka z nich jest zawsze pustych. Mogę sobie spokojnie zaparkować i nie martwić się, że mnei odholują. Czeka mnie wtedy krótki spacer do firmy, ale o tej porze roku jest to jeszcze sama przyjemność.

Jestem tak cholernie zmęczona, że nie ogarniam co się dookoła mnie dzieje. Odnoszę wrażenie, że jak bym mogła, to poszłabym spać na cała dobę. Dzisiaj, kiedy wracałam do domu odnosiłam wrażenie, że samochód sam się prowadzi, a jest to sytuacja kompletnie niedopuszczalna. Zwłaszcza, jak się jedzie z Potomostwem.

Powodem mojego olbrzymiego zmęczenia jest dwutygodniowa choroba Synusia, a także wczorajsza prawie cała zarwana noc, bo jak się Dziecina obudziła w środku nocy na butlę, to potem nie mogłam zasnąć aż do 4. Przewracałam się z boku na bok i za nic nie mogłam znaleźć wygodnego miejsca do spania. M. wcale nie pomagał i to nie w najlepszy z możliwych sposobów ;o)))

Powrót do pracy był bardzo miły. Nowe biuro jest zaskoczyło mnie pozytywnie, a to pewnie przez to, że spodziewałam się wszystkiego co najgorsze. Fakt, że obojga moich sąsiadów „z ławki” nie ma i mam nieograniczone przestrzenie do wykorzystania, też sprawia, że nie jest źle ;o))

Młody pierwszy dzień w żłobku po chorobie, zniósł nieźle. Trochę popłakał przy rozstaniu i powitaniu, ale generalnie był dzielny jak zawsze. Nie chciał jednak wcale spać, co zaowocowało mega zmęczeniem po południu. Marudzeniem, że chce na rączki, prawie cały czas i w końcu zaśnięciem o 19. Ale dobre jest to, że musimy jutro znowu wcześnie wstać, więc niech sobie Dziecina pośpi. Już jedna pobudka była… i błagam, żeby była ostatnią!!!!!!!!

Branoc!

Weszliśmy w nową fazę. Młody jest przekochany. Zaczął się przytulać sam z siebie. Podchodzi i wtula się całym ciałkiem w człowieka. Aż się łza w oku kręci. Całować też próbuje, ale umówmy się, że z takim „całowaniem” to wolałabym, żeby nie całował.
Powinnam dzisiaj trochę popracować, ale mam mega lenia i mi się nie chce. A, że nie za bardzo jest sens, to tego nie zrobię :o))) Za to poprasuję! O!

Młodemu na noce kupiłam kombinezon. Jest cieplejszy niż Jego koce, nie rozkopie się, ani nie odkryje. Zobaczymy, co z tego będzie. Może wreszcie uda mi się do Niego nie wstawać, żeby przykrywać i ja również zacznę przesypiać noce :o)

Zastanawiam się, czy uda mi się wrócić w poniedziałek do pracy. M. się śmieje, że jakbym się postarała, to rok tak mogę ciągnąć :D Może i bym mogła, ale jakoś nie mam ochoty. Mam więc nadzieję, że Młody nie wymyśli przez weekend jakiejś choroby i będę mogła zacząć się dostosowywać no nowej rzeczywistości. Wreszcie.

Jest lepiej. Przespałam dwie noce. W dzień albo pomógł mi Małżonek, albo Młody zachowywał się jak na dżentelmena przystało i był małym kochanym Dzieciątkiem. Dzięki syropowi przepisanemu przez Pediatrę katar Mu prawie cały przeszedł i mam niecny plan wysłania Go w czwartek/piątek do żlobka, jeśli będzie się już dobrze czuć. Dziecina do żłobka, a mamusia na wagary :o))) Ale to się jeszcze zobaczy.

Wieczorem nawet miałam siłę, żeby trochę popracować, a teraz oglądam Nigdy w życiu! Mój ulubiony polski film, z nowych i zamierzam iść spać.
Moje życie znowu nabiera swojego zwykłego szalonego i imprezowego tempa :o)


  • RSS