kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2014

Ostatnio mam tak, że (wstyd powiedzieć to na głos), ale nie chce mi się spędzać czasu z moim Dzieckiem. Odpoczęłabym gdzieś. Tęsknię za czasami, kiedy mogłam cały dzień leżeć w łóżku, jeść pyszności i oglądać tv, albo czytać książkę, albo i to, i to. Jak szaleć, to szaleć.
Powinnam się wstydzić swoich myśli i słów, bo w końcu jestem pracującą Mamą i statystycznie i tak spędzam zbyt mało czasu ze swoim Potomstwem. Na pewno mniej, niż moje koleżanki, które mają dzieci w tym samym wieku, bo one wszystkie jeszcze na wychowawczych, albo urlopach. Także całe ich życie w dalszym ciągu kręci się wokół Pociech. A moje nie.

Nie będę zwalała winy za obecny stan rzeczy, na listopad, marazm, jesień, zimę, czy inne doły. Po prostu tak mam i tyle.

W związku z powyższym M. spontanicznie wyciągnął mnie wczoraj na randkę. Poszliśmy do kina i na kolację. Było super. Kosogłos nie zwiódł i jest wyjątkowo wierny książce. Baaardzo mi się podobał. Niestety średnia wieku mnie zaskoczyła. Na pierwszej części Igrzysk… byliśmy z M. w Madrycie i było spoko, a wczoraj…? Mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że byłam najstarszą osobą na sali. Szelest otwieranych paczek z czipsami (tak, JESZCZE to robią!), butelki po piwie, rozsypany popcorn (duuużo więcej niż normalnie) i problemy docierające do moich uszu (klasówka z matmy i co będziesz mieć na półrocze) trochę mnie zaskoczyły. Sama nie wiem, czy się cieszyć, czy płakać, ale na pewno potwierdziło się to, co wszyscy moi znajomi wiedzą od bardzo dawna. Mam gust fimowy nastoletniego chłopca i nic na to nie poradzę.

Potem poszliśmy na pyszną włoską kolację.
Aż mi się nie chciało wracać do domu, do chorego Dziecka. Bo A. niestety od piątku ma katar (powoli przechodzący w kaszel) i noce, to prawdziwy koszmar. Ponownie. Dzisiaj cały dzień płakał i marudził, a ja na przemian robiłam Mu inhalacje, nosiłam na rękach i martwiłam się, żeby choroba nie rozwinęła się bardziej, bo po prostu nienawidzę jak jest chory. I to nie dlatego, że jest nieznośny i nie daje spać, ale dlatego, że nienawidzę patrzeć jak moje Dziecko się męczy. Najchętniej wchłonęłabym wszystkie Jego choroy i sama je przechodziła, byle tylko On był zdrowy i nie cierpiał.

A jutro szef wraca z urlopu i kończy się wesoła-kraina-szczęśliwego-pracownika. DLatego też moje paznokcie przywdziały żałobę.

Cheers!

Brak komentarzy

Mój marazm sięga coraz głębiej. Dzisiaj wróciłam do domu i absolutnie nic nie chciało mi się robić. Przy Dziecku, wiadomo. Chce się, czy nie – robić trzeba. I to z entuzjazmem! Ale jak tylko (WRESZCIE!!!) udało mi się Małego Potora uśpić (a nie chciał iść spać – Mały Cholernik – nie chciał, za Chiny!!), to zamiast biegać po mieszkaniu, zbierać zabawki, pudełka, buteleczki po lekartswach (to jest teraz ulubiona zabawka), to otworzyłam sobie piwo i siedzę przed tv. Brakuje jeszcze, żebym rękę za gumką gaci trzymała. Nie będę robić NIC!!! Pozwijcie mnie!

W ogóle najgorsze jest, jak zaczynam myśleć o sensie takich czynności. Bo jaki sens ma codziennie wieczorne zbieranie tego badziewia, jak i tak zaraz po przebudzeniu, Młodość rozwali wszystko gdzie wzrok nie sięgnie i trzeba będzie zbierać to znowu. Kiedyś uważałam, że nie dam zdominować zabawkom naszego salonu, ale muszę zweryfikować te przekonania. Nie da się! Jestem w stanie utrzymać to w jako takim ładzie i sprzątać, i rzeczywiście nie pozwolić zalać plastikiem pokoju, w którym głównie toczy się nasze życie.
Są jednak momenty, jak dzisiaj, że się nie da. Mam to gdzieś!

Chcę też, żeby się już skończyły nocne pobudki. Mam dość tego stresu, jaki odczuwam, kiedy A. zaczyna płakać. Kiedyś o tym pisałam, ale kiedy słyszę Jego płacz, to serce w pierwszej chwili mi zamiera i to aż boli. Nie to, że płacze, bo, umówmy się, robi to baaardzo często. Coś jednak jest nie tak z tymi nocnymi pobudkami i wtedy reaguję baaardzo silnie. Chcę, żeby to się już skończyło.

Natomiast jeśli chodzi o nowe umiejętności, to zaczęliśmy bawić się w „Kółko Graniaste”. Potrafimy nawet pół godziny. Najbardziej atrakcyjne jest oczywiście końcowe „BĘC!”.
Młody zaczął również artykułować pierwsze słowa. Na razie powtarza za nami, ale da się z Nim porozumieć już całkiem całkiem.
I przesyła buziaczki, czym kradnie me serce. Ale przesyła je również Cioci w żłobku, więc… Nie jestem taka wyjątkowa, jak mi się wydawało!

W dalszym ciągu nic mi się nie chce. Najbardziej w roku nie lubię listopada i lutego. I czasem, jeśli zima jest naprawdę długa – marca. Są to miesiące kompletnie bez sensu i wiem, że ktoś musi odwalać czarną robotę w roku, ale mogłoby to być jakoś uprzyjemnione. Niby tegoroczny listopad był dla nas łaskawy, ale i tak jest wrednym sukinkotem.

Zaczynam się powoli rozglądać za prezentami na święta. Oczywiście dla Młodego. Rodzicom mniej więcej wiem co kupić. W tym roku postanowiłam nie szaleć i prezenty będą naprawdę skromne. Pomijając, że bez dodatkowej pensji byłoby to wręcz wskazane ;o)

Mam ogromne zaległości w serialach. Tak poważnie – nie mam pojęcia na czym mi ucieka wolny czas (czyt. te dwie godziny, które spędzam wieczorem na robieniu czegokolwiek innego, gdy Młody pójdzie już spać). Ani nie oglądam jakoś specjalnie, ani nie czytam… letarg? To wszystko wina tego beznadziejnego listopada!

Dlatego pomalowałam sobie paznokcie na różowo, zarzucę Bones i zrobię maseczkę na twarz. Może chociaż tak powalczę z tym wszechogarniającym mnie marazmem.

Jesień mnie dopadła. Jestem zmęczona, brak mi cierpliwości i strasznie szybko się irytuję. Nie wpływa to dobrze na moje relacje z Synem.
Dodatkowo fakt, że Młody nie chce zasypiać i płacze, jak się Go odkłada so łóżeczka. Nawet, kiedy pozornie wydaje nam się, że już zasnął. Nie wiem co się dzieje, a ileż można ciągnąć scenariusze: źle się czuje/ząbkuje/boli Go brzuszek. Dzisiaj w nocy było apogeum, płakał i nie dawało się Go uspokoić. Powód też się znalazł. Wychodzą Mu 4 trzonowce i 2 kły. Nie pomagało zestawienie: paracetamol-ibuprofen-maść z benzocainą. Oczywiście nie naraz. I ja już naprawdę nie wiem co mam robić.

Na szczęście udało mi się dzisiaj pozbyć Pasożyta i mam pół dnia dla siebie. Młody w żłobku, Małżonek pilnuje biznesu, a ja się relaksuję (i oglądam polską komedię romantyczną – „Facet (nie)potrzebny od zaraz… ale chyba skończę, bo… żenada)! Fajnie tak :o) Niestety mój relaks zamieni się zaraz w prasowanie i sprzątanie…


  • RSS