kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2015

Kindybał ci w szamot!

Brak komentarzy

Ostatni tydzień Młody spał z nami w łóżku codziennie. Nie od początku, to prawda. Tak jakoś od drugiej pobudki, która przypadała między 1-szą, a 3-cią. Wstawałam, dawałam Mu pić i niosłam Go do nas do łóżka, nawet nie bardzo otwierając przy tym oczy. Nie myślałam o tym, że Dziecko się przyzwyczai do spania z Tatusiem i Mamusią, po prostu ze zmęczenia było mi wszystko jedno, a na samą myśl o tym, że mógłby nie zasypiać przez chwil kilka (ostatnio ma fazę na trzymanie mnie za rękę, jak usypia…), robiło mi się słabo. Czasem udawało mi się Go odnieść po dłuższej chwili, a czasem spaliśmy razem do rana. Wiem, że to niewychowawcze. Zwłaszcza, że A. nigdy z nami nie sypiał, poza początkami i karmieniem.
Nie mam już do tego siły.
Był okres, kiedy przesypiał każdą noc. A jeśli nawet nie każdą, to na pewno większość. To był piękny czas, i zaczynałam już wierzyć, że z tym będzie już tylko lepiej. A potem Młodzież skończyła rok. Po pierwszych urodzinach, coś Mu się nagle odmieniło. Zaczął się budzić prawie tyle samo, co na początku. Zdarzało Mu się nawet 6 pobudek w ciągu nocy! To hardkor nawet jak na noworodka, a co tu mówić o takim Starym Byku! Wstawaliśmy z M. „na zmianę”, chociaż nie oszukujmy się. Ja wstaję zdecydowanie częściej, niż On. W dodatku jeszcze muszę Go spychać z łóżka, bo nie słyszy, kiedy Młody płacze. Mimo tego jestem wykończona.
Ostatnio zdarzyło mi się wstać z takim wkur..em, że myślałam, że rozniosę wszystko, z Małym Obywatelem na czele. A wszystkiemu winne przemęczenie.
Przestałam już wierzyć, że będzie lepiej. Że kiedykolwiek znowu będę przesypiać noce. I nie mam na myśli OKAZYJNIE, ale PERMANENTNIE! Takie kładzenie się wieczorem do łóżka ze świadomością, że do rana nic Ciebie nie obudzi, to luksus absolutnie niedoceniany przez uprzywilejowanych.

Leci ten styczeń. Niby wolno, ale w sumie nawet nie wiem, kiedy dzień za dniem mi upływa. O nocach nie mogę tego powiedzieć, bo są różne. Raz lepsze, raz gorsze, ale przespanych niestety brak. Brakuje mi tego. Jezus, jak strasznie mi brakuje! Takiej pewności, że jak się kładziesz, to wiesz, że obudzisz się rano, a nie sześć razy w ciągu nocy, bo Dzidziusiowi… przepraszam – Dziecku, się pić zachciało. Chciałabym, żeby A. wyrósł już z tych hopsztosów i zaczął zachowywać się jak przyzwoita Istota Ludzka, a nie małe needy baby!

Za to fajny się robi jak nie wiem. Już taki Mały z Niego Człowiek. Powtarza za mną piosenki. Tańczy przy muzyce. Naśladuje. I nawet sprzątać zaczął. Nawet jak się Matce nie chce, to potrafi zmusić do porządku. Nie zawsze, ale się zdarza.
Pomocnik taki.

W pracy stopniowo coraz lepiej. Nawet się zaczęłam zastanawiać, czy przed moimi planowanymi zmianami nie włączył mi się trochę syndrom absolwenta i nie zaczęłam nagle postrzegać mojej firmy jako czegoś wspanialszego, niż jest w rzeczywistości. Atmosfera jakaś taka się zrobiła miła, sympatyczna i fajna, i nawet nic mnie tak bardzo nie wkurza. Co za tym idzie, praca idzie mi sprawniej i szybciej. Tyle dobre samopoczucie pracownika ma na znaczeniu, jeśli chodzi o efektywność.

Ale niewyspana jestem jak sama cholera! I na to nic mi nie pomoże.

niedzielnie.

Brak komentarzy

Dzisiejsza noc była cudowna. Poza jedną krótką pobudką koło 24, Młody przespał prawie całą noc (nie liczę pobudki na sok o 6) i spał do 8:30. Wreszcie się wyspałam. Nie musieliśmy z M. na zmianę nosić płaczącego Maluszka o 2 w nocy. Kiedy budzi się o tej godzinie już wiem, że nie będzie łatwo uśpić Go z powrotem. Coś jest w powietrzu, że Dziecina płacze jak tylko odkłada się ją do łóżeczka.
Ale nie ma co pisać o złym, kiedy było dobrze.

Niestety mój wrodzony optymizm nie pozwala mi wierzyć, że dzisiaj będze tak samo. Jeszcze się takie cuda nie zdarzyły chyba. Obudzi się dzisiaj na bank co najmniej parę razy i będzie afera. W końcu jutro rano wstajemy do pracy. Nie ma co liczyć na spokój i sen.

Miałam dzisiaj poprasować. Zabieram się za to od 1 stycznia i nie mogę. Nie mam siły, żeby wyprasować ten stos, który niestety tylko się zwiększa. Jutro to zrobię.

Na dobrą sprawę nie chciało mi się dzisiaj nawet sprzątać zabawek Małego i podłoga w salonie usiana jest patelniami, garnkami, klockami i innymi rybkami.
Chuk z tym.

No to mamy 2015. Spodziewam się po tym roku wielu zmian. Może nie tak spektakularnych jak w 2013, ale zawsze.
Wczorajszy wieczór spędziliśmy z M. wyjątkowo dziadosko. Zasnęłam o 22:30, żeby Dziecko mnie obudziło godzinę później, poszalało przy fajerwerkach i poszło spać. Gdyby nie to, to przespałabym północ. Po raz pierwszy odkąd byłam bardzo małym dzieckiem. I wiecie co? Kompletnie mi to nie przeszkadzało. Miałam kompletnie w dupie, że to Sylwester, że TRZEBA się bawić, iść gdzieś na imprezę ze znajomymi, albo chociaż do nich. Odpoczynek był dla mnie ważniejszy, bo na takim etapie teraz jestem. Cały czas chodzę zmęczona. O wiele bardziej niż, kiedy A. był niemowlakiem i budził się po parę razy w ciągu nocy. Zupełnie nie wiem czemu się tak dzieje. Budzi się teraz co prawda też, nawet zdarza się, że parę razy, ale często przesypia noce. Może dopiero teraz odreagowuje…?

Jestem mega zmęczona wszystkim. Nawet swoim życiem.

I taką optymistyczną notką rozpoczynam nowy rok!


  • RSS