kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2015

kocham

Brak komentarzy

Kocham Go za „Mama”.
Za pioseneczki, które „śpiewa”.
Za to, że Jego uściski są coraz mocniejsze i z całych sił!
Za tak ogromną radość z tak drobnych rzeczy.
Że dzięki Niemu czuję się jak gwiazda filmowa.
Za to, że łokciami wbija mi się prawie wszędzie, a kolanka często lądują na moim gardle albo oku.
Za mokre buziaki.
Za „kako”, „oć” i juś”.
Za to, że czasem jest nieposłuszny, a często prawdziwy z Niego aniołek.
Za nasze rozmowy.
Za najsłodszy uśmiech na świecie.
Za ściskanie rączką moich palców.
Za to, że coraz częściej zasypia w najdziwniejszych miejscach i pozycjach (najczęściej w trakcie zabawy).
Za „Tata brum brum” i kręcenie „kierownicą”.
Za to, jak je jogurt i zupę.
Jak ucieka przed kąpielą, kiedy jej nie chce.
Za to, że wprowadził w moje życie tyle chaosu i nieporządku, a jednocześnie kompletnie je przewartościował.
Za to, że poznałam bezwarunkową miłość i nie wyobrażam sobie bez Niego życia.
Za to, że gdybym miała opisać każdą najmniejszą rzecz, którą w Nim kocham, to zabrakłoby mi miejsca w Internecie ;o)

Zostajemy w domu przez tydzień. Maluszek dalej choruje i muszę zastosować specjalną dietę, żeby doprowadzić żołądek do normalnego stanu. W dzień spoko. Po porannym kupo-ataku, kiedy to z reguły jest 5-6 pod rząd (dosłownie jedna za drugą), potem następuje spokój. Kolejny słabszy moment, to blady świt, kiedy brzuszek boli i zaczynają się płacz i pobudki.
Z okazji tygodniowego pobytu w domu najprawdopodobniej wybierzemy się na parę dni do Dziadków. W celu urozmaicenia A. choroby, bo na samą myśl, że miałabym wychodzić z Nim dwa razy dziennie na ten nasz placyk przed domem – nóż mi się w kieszeni otwiera. Placyk jest ok, ale jest malutki i strasznie mi się tam nudzi, na innych można przynajmniej z czegoś wybierać.

Nocne pobudeczki powodują, że znowu chodzę niewyspana i łatwo się irytuję. Czy to się kiedyś skończy? Czy nadejdą jeszcze przespane noce?
Jedyne czego mi trzeba, to snu i odrobiny świętego spokoju.

No i mi się chyba Dziecina rozchorowała. Cały czas jestem w fazie wyparcia i wierzę, że to przejdzie, ale po poranku, kiedy to A. obsrał sobie całą nogę! Nie wiem jak to się stało, że w pieluszce nie było prawie nic, a w nogawce wszystko! Po szybkim prysznicu i zmianie pieluchy ponownie załadował ją ładunkiem toksycznym i dał sobie spokój.
Najprawdopodobniej to nie jest zatrucie pokarmowe, bo M. złapał to samo. Z resztą rewelacje żołądkowe to wystepują pod naszym adresem od soboty – umówmy się.
W takich chwilach ciężkie jest życie matki. Ile jeszcze podobnych przede mną?

W pracy natomiast zrobiło się bardzo miło, bo szefów nie ma. Niestety jutro jeden wraca, więc skończy się sielanka.

Dzisiejszy wieczór jest wisienką na torcie całego beznadziejnego dnia. Otóż przed 19, moje Dziecko (akurat, kiedy przygotowywałam Mu kolację), postanowiło, że siebie (i oczywiście mnie, przy okazji) zarzyga, potem zrobi lekką przerwę i akurat, kiedy niosłam Go do łazienki, żeby siebie i Jego doprowadzić do porządku, zarzygał przedpokój. I oczywiście nas ostatecznie. Po całej akcji, zasnął, więc nie mam pojęcia jaka będzie dzisiejsza noc. Czy wstanie o 3 i stwierdzi, że już się wyspał i dalej, szalejemy… Czy, będzie spał normalnie? Czy będzie głodny, jak wstanie (na pewno) i najgorsze, co Mu dam do jedzenia, bo wszystkie butelki poszły na śmietnik, odkąd nie korzystał z nich przez parę miesięcy.
Korzystając z momentu, że są zaledwie okolice 20, chyba też się położę wcześniej spać. Nawet jeśli noc nie przyniesie szaleństw i najgorszego, to przynajmniej się wyśpię. Ale chyba i tak wszyscy wiemy, że to się nie uda.

Syfiasto

Brak komentarzy

Czasami mam takie dni, że mam dosyć! Mam dosyć tego wiecznego syfu, plam wszędzie, że jak się odwrócę na chwilę, to jogurcik ląduje na kanapie-podłodze-ścianie. Codziennie zasikanej pościeli (bo Bobasek budzi się czterdzieści razy w ciągu nocy i musi się NAPIĆ, więc pielucha nie wyrabia z przerobem), tego wiecznego prania, sprzątania. MAM DOSYĆ!
A najlepsze, że jak już wypucuje podłogę np., to czysta jest przez jakieś trzy sekundy, bo tyle mniej więcej zajmuje Synkowi zasyfienie jej. I pytam: gdzie tutaj sens? Po co to robić? Żeby dać pole do popisu na kolejne syfienie? Wyczyścić, żeby zrobić miejsce na kolejny syf?
Ręce opadają!

Green Power!

Brak komentarzy

Intensywny tydzień za mną. Może w nadchodzącym uda mi się odpocząć odrobinę, ale raczej się nie zapowiada. Dodatkowo człowiek taki „mądry”, że jak ma już wolny wieczór, Dziecina śpi słodko w łóżeczku, nie ma dodatkowej pracy i można by tak z książką, z Małżonkiem zalec na kanapie, zrelaksować się… BA! Winko jakieś skonsumować… To nie! Gapię się bez sensu w tego laptopa, żeby nadrobić zaległości w blogach i innych niezależnych źródłach informacji i nawet nie wiem, kiedy zleciał mi cały wieczór i jest juz naprawdę bardzo późno. Powinnam się była wcześniej położyć, odespać.

Jak głupia byłam, tak jestem.

Obejrzałam Moms night out. Bardzo mnie rozbawiło porównanie jednej z bohaterek do Bruce’a Bannera. Śmiałam się, dopóki nie zorientowałam się, że to ja. Ja jestem Bruce’m Bannerem Matek. Jest fajnie spokojnie, zajmuje się Młodym, tjutjutju, dopóki nie stanie się coś, co wznieci iskrę. Jak iskra poleci, to wybucham jak Hulk. I nawet mnie jakoś za bardzo nie obchodzi w danym momencie, że nie powinnam się wkurzać przy Dziecku. Że powinno mieć ono stabilna emocjonalnie matkę, która jest w stanie zachować zimną krew, przynajmniej do momentu, kiedy Dziecko pójdzie spać i będzie można się wyżyć na Tatusiu :D Albo PRZY Tatusiu owego Dziecięcia. Nie mając w każdym razie tego Małolata za świadka.
Film generalnie na początku świetny, a potem lekko wieje nudą, ale obejrzeć się da.


  • RSS