Nie wiem jak inni rodzice to robią. Wychodzę z pracy parę minut przed 17, jadę do domu najszybciej jak się da w korkach, czasami udaje mi się dojechać o 17:40, czasem tuż przed 18 (nigdy jeszcze po) i Adaś zawsze jest ostatnim dzieckiem w przedszkolu. Jak, pytam się JAK (???!!) ci rodzice dają radę pracować, mieć kasę i jednocześnie odbierać dzieci z przedszkola o 17!!!!! I wiem, że dużo jest niepracujących matek, albo takich, które są w drugiej ciąży lub na drugim macierzyńskim już i mają czas, żeby tę latorośl odebrać wcześniej, ale ostatnio dopadły mnie wyrzuty sumienia. Może za mało czasu poświęcam swojemu dziecku? Może powinnam jednak okroić etat i wychodzić z pracy godzinę/dwie wcześniej, żeby jak człowiek odbierać go z przedszkola. Bo nie chcę, żeby był zawsze ostatni. Pracuję na Ursusie i wynik dojazdowy w popołudniowych korkach – 40 minut i tak jest świetnym wynikiem! Ale wizja mojego Syna czekającego na odbiór i za każdym razem, kiedy dzwoni dzwonek i okazuje się, ze to nie jego mama… musi być przykre. Nie daje mi tego poznać, broń boże. Cieszy się jakby gwiazdę zobaczył, ale mimo wszystko…

Mam nadzieję, że tylko tak to wygląda w mojej głowie.

W przyszłym tygodniu postaram się wychodzić z pracy jeszcze wcześniej. Może mnie nie wywalą…?