Nienawidzę. NIE-NA-WI-DZĘ (!!!) drzemek A. Nie znoszę reżimu położenia go na drzemkę wcześniej, tak samo jak stresu jeśli nie zasypia do 14. Dzisiaj jest właśnie taki dzień. od 12:30 próbuję go położyć, ale widzę, że jemu się spać nie chce. Natomiast zmuszanie dziecka do zaśnięcia wpędza mnie w największy stres jaki odczuwam będąc matką. Bo jak nie zaśnie do 14 i dam sobie spokój, to potem padnie o 17, pośpi do 19 i noc będzie z głowy. Do 1 w nocy będzie latanie. A padnie o 17 na pewno, bo A. jest wielkim śpiochem i jeszcze drzemek potrzebuje.
Wiem, że nie powinnam się tak stresować, ale spanie generalnie jest w naszej sytuacji problemem, bo A. jest sową po mnie i lubi późno kłaść się spać i późno wstawać, a powinien wcześniej.
Nie pomaga fakt, że M. nie bardzo uczestniczy w usypianiu syna i tak naprawdę cała odpowiedzialność za sen naszego dziecka spada na mnie, co dodatkowo mnie frustruje (to i fakt, że jemu usypianie A. idzie o niebo lepiej niż mnie), bo naprawdę chciałabym mieć od czasu do czasu spokojny wieczór dla siebie. Albo żeby chociaż popracować spokojnie. Wcześniej zacząć, wcześniej skończyć i też położyć się jak człowiek.

Nie wiem ile jeszcze drzemkowego czasu przed nami, mam nadzieję, że niewiele. Cieszy mnie natomiast jedna rzecz, a mianowicie to, że jest coraz cieplej na dworze i będę go mogła wykończyć na porannym spacerze.