Kiedyś usłyszałam, że posiadanie dzieci jest jak noszenie serca na wierzchu. I to prawda. Nigdy człowiek nie jest tak bezbronny, jak z dzieckiem. Zaczynam rozumieć ludzi, którzy ich nie mają, bo strach przed utratą/krzywdą dziecka jest największym jaki może spotkać człowieka…
… Tak wielki, że sama świadomość, że myślę, że mogłoby go nie być sprawia, ze boję się, czy nie kuszę losu i zaczynam mieć wyrzuty sumienia.

Rozpoczęliśmy sezon basenowy. I nie mam na myśli tego, że Chłopaki zaczęli chodzić na basen co tydzień i świetnie się przy tym bawią (Tak świetnie, że ostatnio A. do mnie podbiegł przed wyjściem, i powiedział, że nie mogę iść z nimi! Powinnam czuć się smutno, ale byłam wniebowzięta :D). Mam na myśli sezon balkonowo-basenowy. Zakupiony został nowy basen, z rampą do zjeżdżania dla samochodów, w chwytliwym czerwonym.
Jutro drugie przedstawienie w teatrze IMKA. Na dzień Mamy i Taty. Młody zaczyna mieć już takie doświadczenie, że jak tak dalej pójdzie za rok będzie grał lepiej, niż Karolak ;o)
A w niedzielę pierwsza impreza urodzinowa. Oficjalna. Nie Adasia – obviously, ale jego koleżanki z przedszkola. Będzie fajnie!