‚Mama!”, „mamo!”, „MAAAAAAMOOOOOO!”. I tak w kółko i kółko. Słyszę to słowo milion razy dziennie. A raz przysięgam, że Młody wypowiadał je co chwilę przez bite pół godziny. Można szału dostać.
Nie mogę uwierzyć, że kiedyś to słowo tak bardzo mnie cieszyło. Nie mogłam się doczekać aż A. je wypowie, a teraz? Nadużywa go zdecydowanie.

Przy przytomnym A. mam okazję czytać książkę po pół strony. Co pół strony muszę gdzieś iść, albo słuchać wiecznego wołania „mama”. Nie muszę mówić, że tak się nie da czytać jakiejkolwiek książki, a co dopiero kryminałów.

Ostatnio zrobił się bardzo wymagającym dzieckiem. Ciągle chce, żeby się z nim bawić. Zaczynam odczuwać konsekwencje swojej decyzji o nie posiadaniu większej ilości potomstwa. We dwójkę mieliby szanse się bawić, a tak, to musi mamusia :o/