Dwa tygodnie temu o tej porze, siedziałyśmy z E. na pysznym zimnym piwku, w przyjemnej krakowskiej knajpie i miałyśmy wywalone na wszystko. Przynajmniej ja, jako matka trzylatka, ona jako trochę świeższa mama niespełna rocznego niemowlaka mogła mieć odczucia zgoła inne ;o)

To był wspaniały weekend, nie tylko dlatego, że to ostatnie dni gorącej wręcz temperatury, nie tylko dlatego, że wyjechałyśmy BEZ DZIECI, ale dlatego, że po prostu bardzo się zrelaksowałyśmy, odpoczęłyśmy, nadrobiłyśmy zaległości przyjaźniowe, bo dawno nie spędziłyśmy ze sobą tyle czasu. W zasadzie nielimitowanego, bo te chwile, kiedy się spotykasz z kimś na piwo i macie dla siebie tylko parę godzin, nie da się pogadać o wszystkim. No, chyba, że te spotkania są co dwa dni ;o)

Mam odczucie jednak, że te dwa dni to za mało, żebym mogła odpocząć. Nie wiem na ile musiałabym wyjechać, żeby naprawdę odpocząć i wyspać się na maksa. Dwa tygodnie? Rzucę nieśmiało :D

… w próżnię.