Nowy rok, a problemy jakby te same.
Ostatnio ciągle nie ma mnie w pracy. A to Młody coś podkaszliwał, potem mnie zmogło i nie mogłam się wyleczyć (w sumie dalej coś jakby trzyma, ale jest dużo lepiej). Ciągle coś.
Nowy rok zaczęliśmy od ospy. Calutkie dwa tygodnie w domu, ze znudzonym trzylatkiem, który już dzisiaj prosił mnie, żebyśmy gdzieś poszli. Na plac zabaw, do piłek, czy gdziekolwiek. A przed nami jeszcze DWA TYGODNIE!
Oczywiście teraz trochę dramatyzuję. Jak tylko się oczyści powietrze (bo teraz wszędzie lata jakiś trujący pył i zalecają siedzieć w domu) i mrozy odpuszczą (a jest coraz cieplej), to będę z nim wychodzić, bo przecież oszalejemy w domu.
I gdzieś mam to, czy kogoś zarazi! O!

Plusy całej tej sytuacji są takie:

* będziemy mieć to już za sobą. Ospa nie będzie nam już straszna;
* zaoszczędzę 180 PLN na szczepionce, którą mieliśmy robić w tym roku, na wiosnę :D;
* nie ma lepszego czasu na nieobecność w pracy, niż początek roku. Jestem po zamknięciu, więc nie jest źle;
* A. ma 3,5 roku, w związku z czym przejdzie to choróbsko lekko i przyjemnie, szybko się skończy (prawda?).

Minusy, to oczywiście:

SIEDZENIE W DOMU Z DZIECKIEM PRZEZ BITE DWA TYGODNIE!

Zaczęłam się zastanawiać, czy nie zacząć prowadzić takiego dziennika.
Dziennik pokładowy, dzień 3:
ilość krostek – 27
ilość wypitego syropu przeciwświądowego – 3,5 ml
ilość pytań o wyjście na dwór – 3
czas spędzony na „ganianiu złodzieja” – 0.5 h
czas spędzony na jeździe samochodzikami po piętrowym parkingu – 40 minut

Ale w sumie byłoby nudno.
Najwyżej popadnę w alkoholizm.