kafela blog

Twój nowy blog

Wpisy, których autorem jest kafela

Są takie momenty, które pokazują, ze nie jestem dobrą matką w tradycyjnym tego słowa znaczeniu.
Przyprowadziłam A. do przedszkola po paru dniach nieobecności. Jak na złość rozkaszlał się zaraz po przekroczeniu progu przedszkola (mimo iż w domu już tego nie robił).
Nauczycielka spojrzała, pokręciła głową i stwierdziła:
- Straszny ma jeszcze kaszel.
Na co ja, machając ręką:
- Spokojnie, to nie choroba. To od fajek.
Spojrzenie babki – bezcenne!

Dużo brzydkich rzeczy się nagromadziło koło mojego ewentualnego awansu powodując zniechęcenie. Sama już nie wiem, czy chcę, czy nie.
Tchórz krzyczy, że nie.
Ale chyba czasem trzeba podjąć wyzwanie.

A może sprawa sama się rozwiąże i nic nie dostanę :o)

Zbliża się moje trzydziestopięciolecie. W związku z powyższym postanowiłam zrobić coś ze swoim życiem i aplikować na wyższe stanowisko.
Jeśli się uda nie będzie łatwo, wiem.
Boje się jak cholera nowego, ale bez ryzyka nie ma zabawy? :D

Nowy rok, a problemy jakby te same.
Ostatnio ciągle nie ma mnie w pracy. A to Młody coś podkaszliwał, potem mnie zmogło i nie mogłam się wyleczyć (w sumie dalej coś jakby trzyma, ale jest dużo lepiej). Ciągle coś.
Nowy rok zaczęliśmy od ospy. Calutkie dwa tygodnie w domu, ze znudzonym trzylatkiem, który już dzisiaj prosił mnie, żebyśmy gdzieś poszli. Na plac zabaw, do piłek, czy gdziekolwiek. A przed nami jeszcze DWA TYGODNIE!
Oczywiście teraz trochę dramatyzuję. Jak tylko się oczyści powietrze (bo teraz wszędzie lata jakiś trujący pył i zalecają siedzieć w domu) i mrozy odpuszczą (a jest coraz cieplej), to będę z nim wychodzić, bo przecież oszalejemy w domu.
I gdzieś mam to, czy kogoś zarazi! O!

Plusy całej tej sytuacji są takie:

* będziemy mieć to już za sobą. Ospa nie będzie nam już straszna;
* zaoszczędzę 180 PLN na szczepionce, którą mieliśmy robić w tym roku, na wiosnę :D;
* nie ma lepszego czasu na nieobecność w pracy, niż początek roku. Jestem po zamknięciu, więc nie jest źle;
* A. ma 3,5 roku, w związku z czym przejdzie to choróbsko lekko i przyjemnie, szybko się skończy (prawda?).

Minusy, to oczywiście:

SIEDZENIE W DOMU Z DZIECKIEM PRZEZ BITE DWA TYGODNIE!

Zaczęłam się zastanawiać, czy nie zacząć prowadzić takiego dziennika.
Dziennik pokładowy, dzień 3:
ilość krostek – 27
ilość wypitego syropu przeciwświądowego – 3,5 ml
ilość pytań o wyjście na dwór – 3
czas spędzony na „ganianiu złodzieja” – 0.5 h
czas spędzony na jeździe samochodzikami po piętrowym parkingu – 40 minut

Ale w sumie byłoby nudno.
Najwyżej popadnę w alkoholizm.

Sylwester

Brak komentarzy

Ostatniw wieczór w roku, a ja jak na starą stetryczałą babę przystało spędzam go w domu z kubkiem herbaty w ręku. Powód? Niekoniecznie śpiący słodko za ścianą trzylatek. Raczej choroba, która trzyma mnie od dwóch tygodni i nie ustaje w nowych pomysłach, jak mnie jeszcze podręczyć. A do pracy w poniedziałek już pójść muszę ;-/
Choroba to jeden powód, a drugim jest najzwyklejsze w świecie lenistwo. Na samą myśl, że miałabym dzisiaj wbijać się w jakąś sukienkę i wychodzić do ludzi, ba! Brylować wśród nich ;o) – mnie mdli i chce mi się płakać.

Posiedzę więc sobie cichutko w domu i postaram się wywyietrzyć odór spalenizny, który narobiłam testując nowe przekąski z mikrofali. 15 sekund a robi taką kolosalną różnicę, że kłęby czarnego demur buchały z kuchenki :D Zadziwiająco oporne do wywietrzenia…

Kompletnie wypadłam z obiegu, jeśli chodzi o ploteczki ze świata szołbiznesu. Ostatnia wieść o rozwodzie Brangeliny spadła na mnie jak grom z jasnego nieba, bo ja stanęłam na tym jacy byli szczęśliwi i planowali kolejne (piętnaste) dziecko. Adoptować, rodzić.
Nigdy jakoś nie przeglądałam pudelka czy innych pomponików codziennie, ale od czasu do czasu cos się trafiło. Teraz? NIC!
Czuję się jakbym z górskiej chaty przyjechała, jak znajomi opowiadają sobie o jakichś ludziach, o których nie słyszałam, albo jak z wiaodmości dowiaduję się, że ktoś tam się rozstał.
Tak. Teraz w wiadomościach, faktach i innych newsach podaje się też takie wiadomości.

Jako, że zbliża się koniec miesiąca, a wraz z nim zamknięcie, powinnam teraz w pocie czoła każdą nadgodzinę wypracowywać. A mnie się tak nie chce. Ale to TAK!
Jestem zmęczona, trochę chora, ustawicznie marzę o wyjeździe gdzieś na dłużej. Bez dziecka. Co mnie wpędza w poczucie winy, że jestem złą matką. Pewnie jestem.
Ostatnio rozmawiałam z kolegą z pracy. Trochę narzekałam na zmęczenie i odważyłam się powiedzieć na głos, że marzy mi się taki wyjazd, dłuższy. Bez latorośli. Kolega spojrzał na mnie zdziwiony i stwierdził, że jego żona (też Karolina) za każdym razem jak jej proponuje jakiś wyjazd we dwoje mówi, że nie wytrzyma bez ich syna.
Czym wpędził mnie w jeszcze większe poczucie winy.
Nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak, czy z nią. Pewnie z nami obiema wszystko jest w porządku, tylko każda z nas inaczej podchodzi do macierzyństwa i ma inny charakter.

ONA JEST PO PROSTU LEPSZĄ MATKĄ ;o))
:D

Kraków

Brak komentarzy

Dwa tygodnie temu o tej porze, siedziałyśmy z E. na pysznym zimnym piwku, w przyjemnej krakowskiej knajpie i miałyśmy wywalone na wszystko. Przynajmniej ja, jako matka trzylatka, ona jako trochę świeższa mama niespełna rocznego niemowlaka mogła mieć odczucia zgoła inne ;o)

To był wspaniały weekend, nie tylko dlatego, że to ostatnie dni gorącej wręcz temperatury, nie tylko dlatego, że wyjechałyśmy BEZ DZIECI, ale dlatego, że po prostu bardzo się zrelaksowałyśmy, odpoczęłyśmy, nadrobiłyśmy zaległości przyjaźniowe, bo dawno nie spędziłyśmy ze sobą tyle czasu. W zasadzie nielimitowanego, bo te chwile, kiedy się spotykasz z kimś na piwo i macie dla siebie tylko parę godzin, nie da się pogadać o wszystkim. No, chyba, że te spotkania są co dwa dni ;o)

Mam odczucie jednak, że te dwa dni to za mało, żebym mogła odpocząć. Nie wiem na ile musiałabym wyjechać, żeby naprawdę odpocząć i wyspać się na maksa. Dwa tygodnie? Rzucę nieśmiało :D

… w próżnię.

Młode znowu chore…
Kiedy posyłacie swoje Dziecko do żłobka/przedszkola, słyszycie: „No tak! Teraz to będzie chorował cały czas!”, „Pierwszy rok jest zawsze najgorszy! Ciągle na zwolnieniu!”. I oczywiście jest to prawda! Dziecko na początku choruje bardzo dużo.
Z tym, że u nas już się zaczął trzeci rok instytucjonowania i A. w dalszym ciągu wiecznie choruje. Nie wiem, kiedy w końcu nabierze tej słynnej odporności, ale póki co? Dupa. Zaczynam myślec, że to jakaś urban legend.

Dzisiaj wychodzę do knajpy, bo jak zostanę z Nim jeden wieczór jeszcze dzisiaj, to się pozabijamy nawzajem.

Znowu wróciliśmy do etapu: DWUGODZINNE-USYPIANIE-BOBASKA. Z tym, że Bobasek nie jest już bobaskiem i mógłby się ogarnąć. Idziemy do łóżka o 20:30/21 i usypia dopiero koło 23. A o 23 to jak wszyscy wiemy można się już cmoknąć w pompkę. Mąż już śpi, filmu żadnego nie opłaca się włączyć, o piwie nie wspomnę. Najwyżej odcinek jakiegoś niedługiego serialu i do wyra. I mamy tak znowu od tygodnia. Zero chwili dla siebie wieczorem. Nienawidzę tego i chyba nic mnie bardziej nie frustruje w byciu matką.

Jestem na wakacjach u Rodziców. Bez M., ale za to z A. Miało być lżej, a jest ciężej. Zupełnie jakbym była sama na wakacjach z trójką dzieci.

Nie wiem kiedy to się stało, że moi Rodzice tak się zmienili. Zdziwaczeli, trochę zdziadziali. Na nic nie zwracają uwagi i nic ich nie interesuje za bardzo. Kiedyś tak nie było.
Wiem, że to niezbyt ładne ujadać na swoich Rodziców, ale jeśli tego gdzieś nie zrobię, to się z nimi pokłócę. A po co? Musimy tutaj być jeszcze trzy dni, więc niepotrzebne nam dodatkowe napięcia. Poza tym i tak nikt tego nie czyta :D
Sytuacja:
A. jest odpieluchowywany od jakiegoś czasu. Z 1-ynką nie ma już w ogóle problemów, z 2-ką nie do końca i czasem zdarzają się wpadki. Jedna zdarzyła się wczoraj. Zaprowadziłam małego obesrańca do łazienki i próbuję jakoś ogarnąć sytuację. NIe jest łatwo, gdyż obszar zniszczenia jest większy niżbym sobie życzyła. Wielkość średniego państwa.
Mój Tata przez przypadek nadepnął na nowy wóz strażacki A. Auto zaczyna wyć, a A. dostaje szału i chce biec, bawić się ustrojstwem. Zaciskam zęby próbując ujarzmić wierzgającego potwora, żeby nie dokonał większych zniszczeń. Wpadka każdemu mogła się zdarzyć, w końcu samochodzik leżał na środku dywanu. Jednak to nie koniec. Mój Ojciec wciska cały czas guzik od syreny w nieszczęsnym wozie i krzyczy do mnie „Jak to się wyłącza?!!”. Młody dostaje szału jeszcze bardziej, wyrywa się, ja całe ręce w (nie bójmy się użyć tego słowa) – gównie, krzyczę, żeby odstawił ten szajs gdzieś na bok, żeby tego guzika nie wciskał, bo A. chce do niego biec, a mój Ojciec nic. Jakby nie słyszał. I wciska, i wciska, ciągle pytając gdzie to się wyłącza. W międzyczasie moja chora i leżąca Mama krzyczy, zeby jej pilota od telewizora podać (co, nie oszukujmy się, jest sprawą pierwszej wagi, w zaistniałej sytuacji). Oszaleć można.
I takich sytuacji mam tutaj ze trzy dziennie. Pomijając, ze wszyscy do mnie mówią w tym samym momencie, nie zwracając uwagi na to, że robią to na raz. I o ile swojego trzyletniego Syna jestem w stanie zrozumieć, tak moich ponad sześćdziesięcioletnich Rodziców mniej.

Bardziej odpoczęłabym, gdybym została w Warszawie, bo nie oszukujmy się, ale po tygodniu tutaj jestem wyczerpana psychicznie.
Ave.

czwartek

Brak komentarzy

Mam coraz więcej czasu dla siebie i jest to baaaardzo miłe uczucie. Dla siebie i dla M.

Już rozumiem dlaczego ostrzegano mnie, że jeśli planuję drugie dziecko najlepiej je sobie „strzelić” od razu po pierwszym. Bo teraz, nawet gdybym planowała poszerzenie działalności w tym temacie, nie chciałoby mi się za skarby świata. Także A. zostanie szczęśliwym jedynakiem.


  • RSS