kafela blog

Twój nowy blog

dzieciowo

Brak komentarzy

Strasznie się jaram tym, jaki mój Syn jest już duży i mądry. Z dnia na dzień staje się coraz bardziej ogarnięty i rozgarnięty. Już doskonale rozumie co do Niego mówimy (czy słucha? Zależy :D Jak Mu wygodnie, to tak), bawiąc się samochodami zaczyna opowiadać historie, czasem tak urocze i zabawne, ze wymiękam z zachwytu. Nie chodzi oczywiście o treść, bo często używa wyrazów zrozumiałych tylko dla siebie, tylko o formę. Jest przesłodka.
Powoli staje się takim małym dorosłym człowieczkiem i nie mogę się nadziwić, kiedy i jak. Z dnia na dzień dostrzegam zmiany, większy zasób słów i zachowań. Charakter coraz bardziej się krystalizuje. Jest boski.
Gdyby tylko nie choróbsko średnio raz na dwa tygodnie. Jakieś katary się pojawiają, z możliwością rozwinięcia na gardło i oskrzela. Czasem się uda zdusić w zarodku, czasem nie, ale i tak jest o niebo lepiej, niż było w zeszłym roku, jak zaczął chodzić do żłobka, bo w żłobku średnio tydzień w miesiącu nas nie było, a tutaj, od września nie było A. może tydzień łącznie. I to górką.

Będzie dobrze!

grudzień

Brak komentarzy

No i mamy już grudzień. Nie wiem kiedy. I trzy tygodnie do świąt. Szok.
Na szczęście w tym roku jestem super przygotowana i mam już wszystkie prezenty, poza tym dla Teścia. Norma. Nie wiem co Mu kupić.

W pracy zapierdziel na całego. Dodatkowo duże zmiany się szykują, a ja nie mogę nikomu o tym powiedzieć. Nowy rok zapowiada się zmianami na całego. Czy na lepsze… nie wiem. Czas pokaże.

Jestem wypalona, a co gorsza odbija się to na moim Dziecku, dla którego nie mam takiego entuzjazmu w zabawach, jaki miałam kiedyś. Muszę odpocząć!

Dupowato.

Brak komentarzy

Wróciły nieprzespane noce. Młody znowu zaczął płakać przez sen i trudno Go uspokoić. W połączeniu z późnym kładzeniem się spać – jest to naprawdę wyczerpujące, bo nie mam ani chwili na relaks. Co A. idzie spać, to jest tak późno, ze zdążę tylko chwilę popracować i padam na twarz. Zero chwili dla siebie.

Nie wiem co się z Nim dzieje. Mam nadzieję, że to po prostu złe sny albo po prostu tak o.
Mam też nadzieję, że niedługo się to skończy, bo ileż można?!

Ciężki okres mam i generalnie jest do dupy, więc jeśli pozwolicie – idę spać.

Środoczwartek

Brak komentarzy

Jadę jutro na rtg płuc i boję się jak cholera. Wkręciłam sobie strasznie, że coś się tam dzieje i to pomogło mi zakończyć trochę zbyt długo ciągnącą się jak na mój gust przygodę z popalaniem. To popalanie to tak bardziej raz na miesiąc było, ale na szczęście blokada znowu się włączyła.

W przyszły czwartek, 22 października, A. ma pasowanie na przedszkolaka. Oczywiście idziemy! Pierwsza taka poważna uroczystość. Mam nadzieję, że się nie rozchoruje ani nic takiego, bo za nic nie chciałabym, żeby to przeoczył.

Strasznie nie chce mi się pracować, a mój wspaniały plan wygrania w totka i rzucenia wszystkiego jakoś nie chce wypalić… chociaż może powinnam zagrać…?

niedziela

Brak komentarzy

Dzisiaj jedziemy na zakupy. Trzeba Dziecinę ubrać na zimę, bo teraz śmiga do przedszkola w jesiennej kurtce założonej na bluzę. A potem się dziwię, że kaszel i katar nas dopadł :D
W każdym razie cały komplet zimowy nas czeka i będzie bolało pomimo promocji w Smyku.

Wychodzi na to, że chyba uda się nie pójść na zwolnienie, że się wykurujemy i wszystko jakoś przejdzie bokiem. Oby, bo od przyszłego tygodnia zaczyna się moja pracowa gehenna i zapierdziel po nocach, więc nie mam czasu na chorowanie.

Chorujemy.
Najpierw Młode coś pokasływało i pogluciło, a potem ja. Gardło, kaszel i katar. Sama przyjemność! Robimy sobie inhalacje, łykamy syropki, ale niewiele pomaga. Jest stopniowo coraz gorzej i podejrzewam, że w przyszłym tygodniu pójdę na zwolnienie.

Kiepsko jest chorować przy dziecku. Tylko druga matka może zrozumieć jakie to niepożądane zjawisko. Przy małych dzieciach nie powinno się chorować i już. A i tak jest lepiej niż, kiedy A. był bobasem, bo nie muszę go przynajmniej nosić na rękach i karmić. Generalnie chyba powinnam przestać narzekać, bo w sumie nie jest źle. Zawsze mogę puścić bajkę, ale dać telefon na „buti buti”, czyli youtube i mam święty spokój.

Oby to się skończyło jak najszybciej!

o wyrzutach sumienia

Brak komentarzy

Nie wiem jak inni rodzice to robią. Wychodzę z pracy parę minut przed 17, jadę do domu najszybciej jak się da w korkach, czasami udaje mi się dojechać o 17:40, czasem tuż przed 18 (nigdy jeszcze po) i Adaś zawsze jest ostatnim dzieckiem w przedszkolu. Jak, pytam się JAK (???!!) ci rodzice dają radę pracować, mieć kasę i jednocześnie odbierać dzieci z przedszkola o 17!!!!! I wiem, że dużo jest niepracujących matek, albo takich, które są w drugiej ciąży lub na drugim macierzyńskim już i mają czas, żeby tę latorośl odebrać wcześniej, ale ostatnio dopadły mnie wyrzuty sumienia. Może za mało czasu poświęcam swojemu dziecku? Może powinnam jednak okroić etat i wychodzić z pracy godzinę/dwie wcześniej, żeby jak człowiek odbierać go z przedszkola. Bo nie chcę, żeby był zawsze ostatni. Pracuję na Ursusie i wynik dojazdowy w popołudniowych korkach – 40 minut i tak jest świetnym wynikiem! Ale wizja mojego Syna czekającego na odbiór i za każdym razem, kiedy dzwoni dzwonek i okazuje się, ze to nie jego mama… musi być przykre. Nie daje mi tego poznać, broń boże. Cieszy się jakby gwiazdę zobaczył, ale mimo wszystko…

Mam nadzieję, że tylko tak to wygląda w mojej głowie.

W przyszłym tygodniu postaram się wychodzić z pracy jeszcze wcześniej. Może mnie nie wywalą…?

koniec lata

Brak komentarzy

Nie wiem, kiedy mi dzień za dniem mija. Nie nadążam.

Syn przechodzi ze żłobka do przedszkola. Jest wiele plusów tego przejścia natury praktycznej. Przedszkole jest pod domem (dosłownie!), obok pracy M.! Są tam starsze dzieci, z którymi A. uwielbia się bawić. Kompletnie nie interesują Go maluchy. Tylko starsi! Zmieniają się wszystkie Ciocie w żłobku. Nie ma już żadnej ze „starej” ekipy i ostatnimi czasy A. ciężko znosił odwożenie do żłobka. Bardzo ciężko. Ryk i płacz był niesamowite i zaczynał się od skrzyżowania Idzikowskiego z Witosa.

Jest jednak parę wad tego przejścia. Adaś nie najlepiej znosi również odprowadzanie do przedszkola. Pierwszego dnia było ok, ale drugiego już nie za bardzo. Nie ma się tez co dziwić, po przedszkolu jechał do żłobka. Takiemu praniu mózgu każde dziecko by nie podołało. Witanie i żegnanie się z Mamą nie jest zdrowe, ale nie mogłam inaczej. „Na szczęście” od poniedziałku będzie już normalnie. Jedna instytucja na dzień. We wtorek ma być Kubuś Puchatek, więc może się jakoś to nasze Dziecko przekona. Dodatkowo co najmniej jeden kolega z podwórka też tam chodzi. Na pewno nie będzie tak źle. Musimy tylko przetrwać początek. Najgorsze, że ja nigdy nie miałam z Nim takich problemów. Zawsze był bezproblemowy w zostawianiu Go gdziekolwiek, a teraz się zaczęły schody. Jest to nowe i dla nas.

Teraz postaram się o tym nie myśleć, tylko czekam aż A. się obudzi i pojedziemy nad jezioro. Trzeba wykorzystać ostatni ciepły weekend tego lata!
O problemach pomyślę jutro!

Wzięłam sobie parę dni wolnego i nic nie zrobiłam. Poza naprawą i przeglądem samochodu – nic. I nawet nie mam jakichś wyrzutów sumienia :o))

Adaś od wczoraj śpi w nowym łóżku. Takim dorosłym już. Z którego może samodzielnie wyjść. Najśmieszniejsze jednak, ze nie zdaje sobie jeszcze do końca sprawy z tego, jak to działa i, ze jest wolny i może wyjść kiedy tylko będzie chciał. Dla Niego siedzenie w łóżku, to siedzenie w łóżku. I tyle :o) Podejrzewam jednak, że długo Mu nie zajmie ogarnięcie sytuacji i jorgnięcie się jak to dokładnie wygląda i jaką władzę daje mu nowa sytuacja.

Upały mają ustąpić od poniedziałku. Powoli, ale stopniowo ma być trochę chłodniej, dzięki Bogu. Nie daje się już wytrzymać w tym ukropie. Mózg się człowiekowi lasuje. 30-stoparostopniowe temperatury to nie moja bajka. Zdecydowanie. I śmieszne, że na myśl o 27 stopniach zaczynam się cieszyć. Kiedyś narzekałabym, że za gorąco, ale perspektywa się zmienia wprost proporcjonalnie do wzrastających temperatur.

A także chciałabym zauważyć, że nie chce mi się iść do pracy w poniedziałek.

Przeddudzie.

Brak komentarzy

Wszystko jest dokładnie tak, jak się spodziewałam. Roztapiamy się z Młodym w samochodzie. Na szczęście z korkami raczej jest na plus i nie musimy stać godzinami, ale czasem się zdarzy dłuższy postój i wtedy nie jest fajnie. Młode wysiada z wypiekami na policzkach, a ja muszę robić dobrą minę do złej temperatury i udawać, że wszystko jest super i wcale nie topimy się w 46 stopniach w piekarniku.
Wytrzymamy!

M. wyjechał wczoraj, więc Młode postanowiło, że będzie małym skurczybykiem i dzisiaj dawał mi w kość tak, że myślałam, że Go uderzę. Nie zrobiłam tego jednakowoż, bo kocham swoje dziecko i jestem ponad to. Ale baaaaardzo chce mi się zapalić. Nie mam na szczęście czego, więc moje płuca pozostaną bezpieczne i nieskażone.
Piwko sobie walnę, mimo wszystko! Na pewno mi to pomoże usidlić chęć zapalenia papierosa. Oby się tylko nie skończyło na pukaniu do sąsiada po prośbie ;o)

A. ma już dwa latka. Sama nie wiem, kiedy to minęło. Mogę powiedzieć, że zaczynam odczuwać wyraźną zmianę na plus. Z dwulatkiem da się już porozmawiać, wytłumaczyć Mu coś, poprosić, spotkać się ze zrozumieniem. Przespane noce, możliwość zajmowania się swoimi sprawami. Super sprawa.
Niestety nie jest tylko tak wspaniale i różowo.
Są i bunty. Dwulatek więcej już rozumie i więcej rzeczy próbuje przeforsować. O wiele bardziej anonsuje swoje niezadowolenie niż taki malec. Potrafi zrobić prawdziwą scenę, wręcz się wykłócać! O siłowaniu się na wole nie wspomnę, co po ciężkim dniu w pracy, w takich upałach doprowadza mnie nieraz do szewskiej pasji!

Ale kocham nad życie!


  • RSS