Wkręciłam się i zaczęłam czytać coraz to nowe straszne historie znalezione w necie. Byłam gdzieś tak w połowie trzeciego burzącego krew w żyłach opowiadania (na faktach niby), kiedy nagle zdałam sobie sprawę, że czasem jeszcze Młody budzi mnie w nocy i muszę Go karmić, a czasem trochę ponosić. Oczywiście w ciemnościach, bo przecież nie będę zapalała światła, żeby mi się Dziecko nie rozbudziło bardziej niż to konieczne. Przyznaję, że miewam wtedy momenty, kiedy przypominam sobie najgorsze obejrzane horrory, ale długo już długo nie myślałam o „tych” sprawach, po co więc burzyć sobie spokój nową dawką działających na wyobraźnię historyjek. Zamknęłam stronę i wymazałam z pamięci wszystko to, co przeczytałam do tej pory.

Od soboty jesteśmy u moich Rodziców. Taki mi Małżonek postanowił zrobić prezent na Walentynki. Odciążyć przy Dziecku stęsknionymi rękami Dziadków, a także spędzić więcej czasu tylko we dwoje. Głównie na jeżdżeniu samochodem, gdyż przymierzam się do ostatecznego przejęcia starego samochodu mojego Taty.
Ale dzisiaj wielki powrót do domu, także kończy się laba.